A jednak autorzy Ewangelii mieli własne intencje!

a jednak autorzy ewangelii mieli wlasne intencje

Zasadniczym źródłem wiedzy odnoszącej się do osławionej osoby Jezusa z Nazaretu jest Biblia, a dokładniej ta jej część, którą zwykło się nazywać Nowym Testamentem. Właściwie poza zapisami ewangelistów istnieje względnie niewiele obszernego materiału historycznego traktującego w sposób wyłączny i bezpośredni o dokonaniach Jezusa. Niemal wszystko, co o Nim wiemy i wiedzieć możemy, musi więc w jakimś stopniu pochodzić z Biblii. Nie potrzeba aż nadto nurkować w tajnikach teologii, by stwierdzić, że zagadnienie wiarygodności tej Księgi jest wobec tego najcięższej wagi; kwestionując bowiem jej rzetelność, bezpośrednio falsyfikuje się chrześcijaństwo wraz z całym jego dorobkiem.

Kiedy tekst kryje niewypowiedzianą konspirację

Interesującą obiekcją względem obiektywności tekstów Ewangelii jest zastrzeżenie, że ich autorzy posiadali założony a priori plan. – Nowotestamentowe rewelacje – twierdzą krytycy – to nie zapis historycznych wydarzeń, ale subiektywna relacja obliczona po cichu na pozyskanie kolejnych wyznawców! Argument ten, choć nosi już siwą brodę, podnoszony jest niejednokrotnie z taką werwą, iż wydaje mi się, że jego użytkownik zdał sobie z niego w pełni sprawę dopiero w trakcie własnej wypowiedzi.

Przede wszystkim uczciwie wypada zaznaczyć, że w istocie autorzy Ewangelii mieli pewien zamysł. Co więcej, wcale tego nie taili. Dość przywołać słowa apostoła Jana, który śmiało stwierdza: „Te (rzeczy) są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (J 20:31, BW). Sam fakt, że ewangeliści byli osobami głęboko wierzącymi w bóstwo Jezusa i dokładali wręcz pasjonujących starań, by przekonać sceptyków do słuszności swojego światopoglądu, dowodzi raczej ich wiarygodności. Jeśli obłudnikiem okrzyknięto by literata żywo agitującego do kwestii, w które sam mocno powątpiewa, to zapał ewangelistów winien być czynem godnym najwyższego uznania

Mistrzowie pióra, choć niezdolni do obiektywizmu?

Cóż, nawet jeśli ewangeliści szczerze wierzyli w opisywane historie – kontynuuje sceptyczne nastawiony czytelnik – to i tak ich opis jest subiektywny; wszak sami byli chrześcijanami! Argument ten ma dość brzemienne konsekwencje. Otóż Nowy Testament jest najbardziej kompletnym oraz nieomal wyłącznym źródłem wiedzy o osobie Jezusa z Nazaretu. Jeśli uzgodnimy, że obiektywne spojrzenie autorów tej Księgi zostało przyćmione wskutek ich najbardziej personalnych przeżyć, jakiekolwiek wysiłki, by ustalić fakty dotyczące Jezusa stają się z założenia bezowocne.

Historia biblijna nie jest jednak zawieszona w jakimś wszechświecie alternatywnym, a Jezus z Nazaretu nie spędził swojego żywota w próżni. Jego egzystencja związana była z określoną lokalizacją geograficzną oraz czasem historycznym, otoczony był ponadto przez konkretnych, współczesnych mu ludzi. Tym samym, możemy go w części poznać studiując właśnie wpływ, jaki miał na tych, którzy go bezpośrednio otaczali. Sposób, w jaki zradykalizował Mateusza, natchnął niewysłowioną pasją Marka, przydał intensywnego znaczenia światopoglądowi Łukasza, ukazał piękno przyjaźni Janowi, wywrócił do góry nogami filozofię Pawła – oddziaływanie Jezusa na środowisko jest niczym fragment układanki, który dopełnia obraz Jego osoby. Jeśli zatem nie przez przyjaciół i najbliższych, jak ktokolwiek mógłby być skutecznie poznany?

Alternatywa dla biblijnego Jezusa

Jeśli się nadal upierać, że – jak twierdzą sceptycy – autorzy Ewangelii nie są zdolni uczciwie doprowadzić do prawdziwego, na wskroś historycznego Jezusa, jedyną opcją zdaje się próba samodzielnego pojęcia odwiecznego planu Boga zrealizowanego poprzez Jego wcielenie. Nieodzowny będzie tutaj przepastnie subiektywny mistycyzm, który najpewniej wpadnie w objęcia jednej z najstarszych herezji w historii chrześcijaństwa: gnostycyzmu. Można równie dobrze rozbić namiot na polu campingowym agnostyków, wyśmiewając naiwne próby włączenia osoby Jezusa do panteonu prawd istotnych dla współczesnego człowieka. Z całą jednak pewnością przedstawione rozwiązania alternatywne nijak nie odwzorowują dociekliwości inherentnej naukowemu podejściu do badanego zagadnienia, dobitnie wyrażonej w słynnym zawołaniu Erazma z Rotterdamu: Ad fontes! (tj.: do źródeł!). Odrzucenie z zasady relacji autorów Nowego Testamentu przypomina raczej podszyte obawą zaniechanie jakiejkolwiek analizy, byleby tylko spekulatywny Jezus-kukła nadal rozbawiał publikę, pozbawiony realnej tożsamości.

The following two tabs change content below.
Mateusz Jakubowski

Mateusz Jakubowski

Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Magna Cum Laude, obecnie doktoryzuje się w zakresie nauk technicznych. Zajmuje go interakcja pomiędzy nauką a wiarą oraz rola rozumu w syntetycznym wyjaśnieniu Wszechświata.

Podziel się swoją opinią!