„Ateizm dąży do wiedzy i prawdy”. Ale dlaczego?

ateizm dazy do wiedzy i prawdy

Na jednym z blogów tworzonych przez ateistów, napotkałem na takie oto sformułowanie: „ateizm dąży do wiedzy i prawdy, w przeciwieństwie do religii, która ma niebezpiecznie proste odpowiedzi na wielkie, istotne pytania”.

Na wstępie warto zauważyć, że ateiści widzą w chrześcijaństwie – w zależności od tego, o czym akurat piszą – albo „niebezpiecznie proste odpowiedzi”, albo też szarlatańsko trudne zawijasy intelektualne, żeby wspomnieć chociażby o teologicznej koncepcji Jednego Boga w trzech Osobach. Abstrahując od powyższej ciekawostki, chciałbym się zająć tym razem fenomenem ateistycznego dążenia do prawdy, które nota bene gorąco popieram.

Halucynogenne opowiastki kontra brutalna prawda

W ocenie samych ateistów, niewiara w Boga lub bogów nie jest po prostu doraźnym sprzeciwem wobec natrętnych religijnych ideologii, ale raczej konsekwentną postawą życiową, realizującą się w wytrwałym dążeniu do prawdy. Owe dążenie do prawdy odmienia się tutaj przez wszystkie przypadki, bowiem – jak twierdzą ateiści – nawet najgorsza prawda jest lepsza od najlepszych kłamstw. Ateista chce oczyścić swój umysł (a wojujący ateista – cały świat) od wszystkiego, co nosi jakiekolwiek cechy przesądu, nieweryfikowalnych empirycznie wyobrażeń lub bajkowo-religijnych naleciałości. Twierdzi się, iż lepiej pozbyć się pięknych złudzeń, porzucić marzenia o wiecznym życiu i odrąbać skrzydła tęsknot, które wznoszą się do Niewidzialnego Przyjaciela. Lepiej oswoić się z surową rzeczywistością wszechświata, w którym brutalny instynkt i żelazne prawa natury poddane są przypadkom, niż tkwić permanentnie w naiwnych wyobrażeniach o Ostatecznym Planie i miłości Najwyższego Bytu. Religia jest tylko dziecięcym sposobem przezwyciężania strachu przed nieokiełzaną ciemnością bytu, a bogowie wyimaginowanymi przyjaciółmi i emocjonalnym antidotum na samotność i strach – twierdzą ateiści. Lepiej zatem odrzucić te wszystkie halucynogenne opowiastki i zmierzyć się ze światem takim, jakim jest naprawdę. Chodzi bowiem o prawdę.

Dlaczego właściwie chodzi o prawdę?

Nie mogę oprzeć się jednak pokusie zadania jednego z tych pytań, od których wszystko zależy, a które same nie zależą od niczego – dlaczego właściwie chodzi o prawdę? Co legitymizuje ten misyjny zapał wojujących ateistów, to gorliwe oczyszczanie rzeczywistości z pierwiastków rzekomo fałszywych i złudnych? W imię czego przekonywać świat do prawdy, jeżeli summa summarum nie wiadomo dlaczego to właśnie prawda miałaby zająć w społeczeństwie miejsce nadrzędnej wartości?

Z pewnością wojującym ateistom nie chodzi o to, aby żyło się wygodniej lub bezpieczniej. Przecież ludziom gorącej wiary żyje się zazwyczaj znacznie wygodniej i bezpieczniej z wiarą w Boga niż bez niej. Ateista – w większości przypadków – nie zbawia wierzącego człowieka od emocjonalnych tortur, raczej usiłuje odebrać mu emocjonalną przystań. Zresztą, powszechnie wiadomo, że hasło „by żyło się lepiej” niekoniecznie koresponduje w naszej rzeczywistości z hasłem „chodzi o prawdę”. Czyżby naprawdę chodziło więc o tak wzniosłą ideę jak historyczne zwycięstwo prawdy? O jej ostateczny tryumf w historii ludzkiej myśli, godny bolesnych ran wielu oddanych żołnierzy niewiary?

Zagubione listy uwierzytelniające

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ateizm, nawet gdy klęka przed ideą prawdy, to nie potrafi wskazać przyczyn, dla których winna być prawowitym władcą umysłów. Najwyraźniej zagubił gdzieś listy uwierzytelniające i rodową genealogię. Dlaczego bowiem to prawda miałaby być ostatecznym kryterium, godnym społecznej akceptacji i implementacji, a nie na przykład użyteczne kłamstwo? Dlaczego bolesna prawda miałaby być lepsza niż piękne złudzenie? Kto właściwie przesądził o takiej moralnej hierarchii wartości? Czy któryś z ateistów dysponuje prawem arbitralnego zdeprecjonowania przekonań tych wszystkich nieszczęśników, którzy wolą tkwić w permanentnie naiwnej interpretacji świata niż rzucać się w przepaść niewiedzy? Dlaczego baner z hasłem „prawda zwycięży!” miałby być bardziej szlachetny i człowieczy od totalnej obojętności na wszystko, co nie przynosi w danej chwili wymiernych korzyści?

Ach, to jeden z tych wielkich paradoksów Boga, który nawet w sercu ateizmu potrafił pozostawić swoją niezbywalną i niezmywalną pieczęć. Za każdym razem, gdy ateista woła „chodzi o prawdę!”, nieświadomie staje po stronie człowieka, którego roszczenia wydają się mu nieprawdopodobnym skandalem. Tak, to Jezus Chrystus zapewniał przecież, że „prawda wyzwala”, tworząc fundament pod wielki gmach chrześcijańskiego światopoglądu.

Ile warta jest zatem prawda?

Prawda jest lepsza od kłamstwa nie bez przyczyny i nie bez powodu. O ile ateizm może klękać przed pojęciem prawdy z powodu intuicyjnego dojrzenia w jej oczach królewskiego majestatu, o tyle chrześcijaństwo potrafi wykazać, iż pochodzi ona z królewskiego rodu. Wierzymy, że prawda zasługuje na posłuszeństwo, oddanie i poświęcenie, gdyż jest pojęciem, które wdarło się w naszą ciemną rzeczywistość wprost z rzeczywistości Absolutu. Jest życiem Stwórcy. Jest zasadą boskiego Umysłu. Jest treścią życia Trójjedynego Boga, sercem wewnętrznej miłości istniejącej przez wieczność w Bogu. To dlatego jest bezcenna i powinna być kochana. To dlatego winna być nadrzędną wartością w każdym układzie społecznym, każdym obszarze umysłu i każdym fragmencie rzeczywistości. W oderwaniu od tego kontekstu, prawda jest warta tylko tyle, ile w danej chwili można za nią kupić. Jest wyłącznie formą zapłaty za bardziej pożądane przedmioty lub emocje. A jeśli nikt w okolicy nie uznaje akurat tej waluty, to lepiej rozsypać monety na polu, żeby nie ciążyły w kieszeni podczas codziennych zajęć.

Krótko mówiąc, jeśli Boga nie ma, to ateistyczne oddanie dla prawdy jest wyłącznie nic nie wartą fanaberią garstki straceńców, którzy wolą – z absolutnie nieznanych przyczyn – trzymać się raczej ubogiej rzeczywistości niż bogatych złudzeń, zapraszając innych do spania na zimnej ziemi niepewności zamiast wygodnych łożach absolutów. Jeśli Boga nie ma, to konsekwentne podążanie za prawdą uznać należy za rodzaj wirusowego zapalenia umysłu, uderzającego w najbardziej elementarne zasady codziennego utylitaryzmu. Za swoisty wyłom w zdroworozsądkowej – zrozumiałej z punktu widzenia ewolucji – koncentracji na własnych potrzebach i optymalnych sposobach ich zaspokajania.

Dlaczego lepiej trzymać się prawdy?

Ateizm pozbawiony jest zatem meta-uzasadnienia dla koncepcji wierności prawdzie pod każdym możliwym względem. Można zaproponować co prawda własne rozwiązania, ale nigdy nie zdobędą one statusu uniwersalnego uzasadnienia wyższości prawdy nad kłamstwem. Po prostu nie wiadomo w imię jakich racji wierzący człowiek miałby pozbyć się wygodnych złudzeń i zaakceptować ponure prawdy ateizmu. Przecież nie dla wiecznej nagrody, nie dla doraźnych korzyści i nie dla nadania życiu sensu. Nawet nie dla uczciwości, bo wiara w Boga – sama w sobie – nikogo nie okrada i nikogo nie krzywdzi. Ba, w ramach chrześcijańskiej wizji świata stanowi raczej potężny bodziec dla działalności charytatywnej i „naprawiania” świata. A skoro tak, aktualnym pozostaje następujące pytanie: jeśli ateizm powodowany jest bezkompromisowym dążeniem do prawdy, to czym lub kim powodowane jest owe bezkompromisowe dążenie do prawdy?

Drodzy ateiści, nie mogę uniknąć wrażenia, że trzeba się zdecydować – albo Bóg jako fundament dla ostatecznej wartości prawdy, albo też ateizm i brak uniwersalnego uzasadnienia wyższości prawdy nad kłamstwem. Bo jeśli już cenić prawdę, to również i tutaj, gdy trzeba z pokorą przyznać, że trzeciej drogi po prostu nie ma.

The following two tabs change content below.
Bartosz Sokół

Bartosz Sokół

Absolwent prawa na Uniwersytecie Śląskim oraz teologii w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej w Warszawie. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Zachwycony Chrystusem.

Podziel się swoją opinią!