Bóg potrafi bronić się sam, czyli na co komu apologetyka?

bog potrafi bronic sie sam czyli na co komu apologetyka

Wyobraź sobie, że masz dzisiaj umówioną, długo wyczekiwaną (tak, to kluczowa informacja) wizytę u wybitnego specjalisty. Od diagnozy, którą Ci postawi, uzależniasz plany na najbliższe miesiące. Aby rzeczywistość odpowiadała prawom Murphy’ego, nie wiedzieć czemu akurat tego dnia budzik Ci rano nie dzwoni. Nie dość, że wychodzisz z domu w fatalnym niedoczasie, to jeszcze na pobliskiej jezdni, którą idąc na skróty musisz naprędce przekroczyć, panuje niespotykany dotąd ruch. Jak gdyby pech się sprzysiągł i przekierował właśnie tutaj wszystkie drogi w promieniu województwa! Problem, z jakim się podświadomie borykasz, kiedy spoglądasz nerwowo na tykający zegarek stojąc na poboczu w miejscu niedozwolonym dla ruchu pieszych, można sformułować następująco: czy istnieje sposób, aby rzeczywiste natężenie ruchu ugięło się przed Twoją palącą potrzebą przekroczenia jezdni?

Religia jako domena opinii oraz faktów

Przy całej niedoskonałości przywołanego przykładu, bardzo poręcznie ilustruje on problem, z jakim mniej bądź bardziej świadomie każdy zderza się nieomal codziennie. Można dyskutować o proporcjach, jednak na ogół podaje się, że około 60% tego, co roboczo określę jako nasz świat myślowy, to interpretacja; zaledwie 40% stanowi faktyczna informacja. Sposób, w jaki interpretujemy dostępne nam dane jest ponad wszelką wątpliwość subiektywny i uzależniony od wielu czynników: upodobań, preferencji, światopoglądu, pochodzenia, posiadanego wykształcenia, otoczenia kulturowego, a nawet humoru czy kaprysów. Z milczącym zrozumieniem należy jednak zauważyć, że to właśnie sposób, w jaki interpretujemy dostępne nam informacje przemożnie kreuje nasze zachowania oraz nastawienie.

Wracając do Ciebie, sterczącego niecierpliwie nad krawędzią ruchliwej jak w ulu jezdni: faktyczna informacja, jaką dysponujesz, to natężenie przemierzających pojazdów na niespotykaną wręcz skalę oraz brak nadziei, że w przewidywalnym horyzoncie czasowym sytuacja jakkolwiek się poprawi. Główne bodźce procesu myślowego, interweniujące przy interpretacji tego, co się wydarza, są następujące: wielomiesięczne oczekiwanie na tę właśnie wizytę u lekarza – tę, która coraz bardziej się oddala, nagląca konieczność poznania diagnozy Twojej dolegliwości, nieubłagalnie uciekające sekundy, widmo kolejnych miesięcy stagnacji jeśli dzisiejsza wizyta spełznie na niczym w wyniku Twojej indolencji… Co do Ciebie mocniej przemawia? Czy zaryzykujesz postawienie stopy na jezdni? Samo to, że w obliczu tak miażdżącej rzeczywistości w ogóle się zastanawiasz, jest już dość wymowne. Czyżbyś próbował interpretować coś…pod siebie, po swojemu?

Z tym większym smutkiem obserwuję, że nierówna proporcja pomiędzy faktem a interpretacją wygląda jeszcze mniej rokująco, gdy dotyczy obszarów najwyższej wagi, odnoszących się do celu ludzkiej egzystencji oraz wiecznego przeznaczenia człowieka. Nazwijmy ten obszar umownie religią. Wciąż szokuje, jak wiele wszelkiej maści poglądów opiera się wyłącznie o zdawkowe „wydaje mi się”, „tak uważam i tyle” bądź „tak mi to tłumaczono”. Trudno jest jakkolwiek zrozumieć statystyczne doniesienia o sukcesywnym wzroście procenta osób posiadających wyższe wykształcenie, jeśli idzie to ramię w ramię z impasem intelektualnym w dziedzinach wykraczających znaczeniem i zasięgiem poza to, co zawsze pozostanie na wskroś doczesne.

Apologetyka jako wyzwanie dla każdego człowieka

Odważę się postawić hipotezę, że każdy poważnie myślący człowiek wyraża najgłębsze zainteresowanie tym, by swoje poglądy nieustanie weryfikować w oparciu o dostępne faktyczne informacje. Za tym mędrszego postrzega się człowieka, im lepiej jego opinie korelują się z rzeczywistością. Dopasowanie światopoglądu do faktów nie bierze się jednak znikąd, lecz wymaga wnikliwych obserwacji otaczającego nas świata, tak aby zgromadzić możliwie największą ilość danych o przedmiocie naszej analizy. Zadanie to jest jednak na wskroś warte poświęcenia czasu z bardzo prostego powodu: prawda pozostaje prawdą bez względu na to, czy w nią wierzymy, czy też nie. Prawda nie wymaga naszej wiary, by była prawdą, ale ze wszech miar na tę wiarę zwyczajnie zasługuję.

Przenosząc powyższą obserwację na inną płaszczyznę językową, każdy człowiek traktujący siebie jako poważnie myślącego odkrywcę prawdy za nieodzowną powinien postrzegać próbę zweryfikowania własnego stanu w świetle twierdzeń historycznie ugruntowanej wiary chrześcijańskiej, aby w kolejnym kroku móc rzetelnie odnieść się do jej najmocniejszych postulatów. Naturalnie, istnieje wiele czynników w postaci obiekcji, zastrzeżeń, mentalnych zranień, subiektywizmu, akulturacji, błędnych koncepcji, uprzedzeń, rzekomych faktów i wymówek, które stoją przeszkodą na drodze uczciwego odniesienia się do chrześcijańskiego światopoglądu. Stąd zadaniem apologetyki jest efektywne usunięcie wszystkiego, co stoi pomiędzy człowiekiem a Chrystusem.

Apologetyka jako pre-ewangelizacja

Jako reakcja na powyższe, argument podnoszony w kręgach chrześcijańskich brzmi następująco: „ale przecież większość osób nawróciła się nie dlatego, że ktokolwiek wykazał im spójność wiary chrześcijańskiej, zaprezentował filozoficzne przesłanki za istnieniem Boga czy przedstawił mocne argumenty podpierające autorytet Pisma Świętego. Nawrócili się, ponieważ usłyszeli Ewangelię”. Przy całej prawdziwości takiego twierdzenia, należy jednocześnie zauważyć, że okoliczności, które przyprowadziły tak scharakteryzowane osoby do wiary w Boga na zawsze pozostaną ich własnym, głęboko osobistym przeżyciem, które może mieć niewielką wartość dla sceptyków i ateistów, z zasady kwestionujących możliwość istnienia bytów nadprzyrodzonych.

Jeśli wszystko, co mamy do zaoferowania, to nasza emocjonalna historia, prędzej czy później zderzymy się ze ścianą. Jeśli wszystko, na czym budujemy swoją wiarę to okoliczności, w jakich uwierzyliśmy, w nieodległym horyzoncie czasowym staniemy w ogniu niekomfortowych pytań wystrzeliwanych salwą przez tych, którzy będą szczerze artykułować przyczyny swojej niewiary, domagając się od nas rzetelnych odpowiedzi. Dość nadmienić tylko kilka zagadnień, które tak wielu chrześcijan zapędzają w ślepy zaułek:

  • Ewangelie to zbiór mitów i legend,
  • Jezus nigdy nie istniał,
  • Nie można logicznie argumentować istnienia Boga,
  • Cuda się nie wydarzają,
  • Brak jest przesłanek na zmartwychwstanie Jezusa,
  • Biblia została spisana setki lat po śmierci apostołów,
  • A co z księgami, których nie włączono do kanonu Biblii?
  • Wszystkie religie czczą tego samego Boga,
  • Gdyby Bóg istniał, jak mógłby pozwalać na zło?
  • Co jest prawdą dla Ciebie, jest prawdą dla Ciebie; każdy ma swoją rację,
  • Chrześcijaństwo nie jest racjonalne.

O ile jest możliwe, aby prawidłowo wierzyć, nie posiadając równocześnie umiejętności lub informacji na dowiedzenie słuszności naszych przekonań, to jednak każdy chrześcijanin jest obligowany przez treść Biblii do tego, aby wzrastać w poznaniu Boga oraz umieć wytłumaczyć się z posiadanego światopoglądu religijnego. Ci, którzy wierzą, ale nie wiedzą czemu, będą się czuć niekomfortowo wśród tych zadających zbyt wiele pytań. Powierzchowność defensywnego chrześcijaństwa szybko się uwidoczni, gdy w najbliższym otoczeniu dyskutowane będą zagadnienia związane z wiarą, moralnością bądź naturą prawdy, gdyż nie będziesz posiadał fundamentu dla swoich przekonań. W najgorszym wypadku, może to w Tobie wytworzyć mentalność fortecy (zaczniesz się spotykać tylko z tymi, którzy myślą jak Ty) bądź wykreować agresywną wiarę (zamiast udzielać racjonalnych i wewnętrznie spójnych odpowiedzi, będziesz atakował). Każdy z tych wariantów stoi w otwartym konflikcie z biblijną zachętą, aby chrześcijanie byli światłością tego świata i solą tej ziemi. Naszym zadaniem nie jest odcinanie się od ludzi, ale czynne zaangażowanie w szeroko rozumianą kulturę – nie po to, by płynąć z jej nurtem, lecz aby tam stanowić mocny przyczółek wiarygodności przesłania Ewangelii.

Efektywną odpowiedzią jest zawsze apologetyka!

W obliczu poczynionych spostrzeżeń, z wielkim entuzjazmem należy powitać inicjatywę organizowania corocznych Konferencji Apologetycznych, poświęconych w całości omawianiu kwestii związanych ze światopoglądem chrześcijańskim, znajdujących się pod mocnym ostrzałem kultury postmodernistycznej. Sposób, w jaki reagujemy na to wydarzenie, jest doskonałym miernikiem naszego podejścia nie tylko do możliwości dociekania prawdy, ale także uwidacznia, ile trudu jesteśmy w stanie włożyć, by posiadać efektywne narzędzie do zdobywania naszego otoczenia dla Jezusa.

Ja się wybieram, a Ty?

i konferencja apologetyczna-1

The following two tabs change content below.
Mateusz Jakubowski

Mateusz Jakubowski

Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Magna Cum Laude, obecnie doktoryzuje się w zakresie nauk technicznych. Zajmuje go interakcja pomiędzy nauką a wiarą oraz rola rozumu w syntetycznym wyjaśnieniu Wszechświata.

Podziel się swoją opinią!