Czy nauka już wie, że Boga nie ma?

czy nauka juz wie ze boga nie ma

Podobno nauka wie już, że Boga nie ma, nawet jeśli nie potrafi tego jednoznacznie dowieść. Chrześcijanin raz za razem spotyka się ze zdumionym spojrzeniem oświeconych medialnymi oczywistościami znajomych: “to ty nie wiesz, że nauka już wie…?” Cóż, jeśli o mnie chodzi – śmiem wątpić!

Dlaczego miałbym uwierzyć, że nauka już wie? Że przedostała się poza horyzont materialnej rzeczywistości, wołając – jak urwis penetrujący bez pozwolenia zamkniętą od wieków jaskinię – nic tu nie ma? Teza o rzekomej wszechwiedzy nauki staje się jednym z mitów założycielskich teosceptycznej kultury, pomimo że nie istnieją przesłanki pozwalające na jej bezkrytyczną akceptację.

Nauka wie wystarczająco dużo, aby można było stwierdzić, że wie niewiele. Właściwie, immanentną cechą współczesnej nauki jest zdolność do zastępowania starych pytań nowymi.

Zacznijmy od człowieka, który wbrew powszechnej opinii pozostaje wciąż niedostępną tajemnicą. Neurobiolodzy i neuropsycholodzy zgodnie przyznają, że naukowa wiedza w zakresie struktury i procesów zachodzących w mózgu zamyka się obecnie w granicach 4%. Cybernetycy potrafią konstruować sztuczne neurony imitujące swoje naturalne odpowiedniki, jednak wszystkie próby “wydobycia” świadomości palą na panewce. Nie wiemy czym jest ludzka świadomość i gdzie się ukrywa. Nie znamy mechanizmów odpowiedzialnych za jej podtrzymywanie, ani też fizycznych struktur będących jej nośnikiem. Nie wiemy jak skonstruować sztuczny mózg człowieka, choćby dlatego, że liczba neuronów potrzebnych do jego wytworzenia wymagałaby urządzenia pracującego nieustannie przez trzy tysiące lat, przy nadzwyczaj optymistycznym założeniu, iż efektywność takiej produkcji oscylowałaby w granicach jednego neuronu na sekundę. Czas ten nie uwzględnia oczywiście konieczności skonstruowania odpowiednich połączeń międzyneuronowych, których jest… zdecydowanie więcej niż samych neuronów. Ponadto, coraz częściej mówi się w środowisku specjalistów, iż kluczową rolę w ludzkim mózgu pełnią nie neurony, a komórki glejowe, które niesłusznie uznawano dotychczas wyłącznie za swoistych pomocników neuronów.

Podobnie rzecz ma się z wszechświatem. I tutaj, pomimo wspaniałych postępów nauki, stoimy raczej przed zastępem pytań niż odpowiedzi. Powoli staje się jasne, że ponad 90% masy wszechświata stanowią ciemna materia i ciemna energia, a więc zjawiska(?) całkowicie niedostępne dla bezpośredniej eksploracji dyscyplin naukowych. Nie wiadomo jaka jest ich “treść”, czy podporządkowują się znanym prawom fizyki, ani też w jaki sposób na siebie oddziałują. Istnieje mnogość różnych, często wykluczających się hipotez aspirujących do wyjaśnienia istoty ciemnej energii. Podobnie zresztą jak ciemnej materii, której istnienia nie dowiedziono nigdy za pomocą metodologii eksperymentalnej. Tak, to prawda – nauka nie wie czym jest ponad 90% masy wszechświata, nie wspominając już o tym, że z pozostałych 10% tylko absolutnie znikomą część gwiazd i planet można uznać za względnie(!) poznaną.

Dodajmy do powyższej wyliczanki, że z ok. 30 tysięcy genów znajdujących się w łańcuchu DNA nauka rozszyfrowała zapis jedynie ok. 10%, przy czym wciąż nie wiadomo jakie zależności łączą poszczególne geny. Podobną skalę niewiedzy obserwujemy w świecie fauny i flory – szacuje się, że aż 90% gatunków roślin i zwierząt (zarówno lądowych, jak i morskich) nie zostało jeszcze odkrytych.

Abstrahując od powyższych okoliczności warto przypomnieć, że nauka nie wyjaśniła nie tylko świata, ale i… nauki. Jej istnienie uwarunkowane jest wciąż przyjmowaniem na wiarę szeregu przedzałożeń, nieweryfikowalnych za pomocą dostępnego instrumentarium metodologii naukowej. Nauka przynosi wymierne efekty w wymiarze pragmatycznym, ale nie wiadomo co te efekty umożliwia. Nie wiadomo jak uzasadnić za pomocą naukowej metodologii przyjętego modelu racjonalności i jak tłumaczyć dostępność wszechświata dla ludzkiego umysłu. Nie wiadomo gdzie szukać legitymizacji dla tezy o powszechności materialnego budulca rzeczywistości, ani jak zbadać jej granice.

Cóż, jeśli nauka miałaby przemawiać tylko wtedy, gdy ma coś do powiedzenia, to większość czasu w jej towarzystwie upływałaby nam w zupełnej ciszy. Niewątpliwie nieliczne momenty, w których rzeczywiście przemawia, robią ogromne wrażenie, nie usprawiedliwia to jednak w żaden sposób wpisywania własnych znaczeń w długie i przeciągające się milczenie. Ideologizowanie tego milczenia jest jedną z największych pokus materializmu, usiłującego opisywać rzeczywistość kryjącą się za ciemną i ciężką kurtyną, która na razie ani myśli się podnieść.

Pomijając powyższe, mam nieodparte wrażenie, że współczesna nauka przypomina młodziutkiego geniusza z matematyki, potrafiącego w wieku 7 lat dzielić, mnożyć, rozwiązywać równania różniczkowe, a także oddawać usługi na rzecz matematyki stosowanej. Wyobraźmy sobie, że ów genialny 7-latek wygłaszając na zakończenie roku szkolnego tradycyjny referat, oznajmi z nutką tryumfalizmu w głosie: “ogłaszam, iż dogłębnie poznałem świat cyfr, znam ich liczne powiązania i kompilacje, rozwiązałem tysiące zadań, przestudiowałem kilkanaście zaawansowanych podręczników do matematyki, wchłonąłem dziedzictwo wielkich matematyków, a mimo to nie natrafiłem na żaden ślad poezji – poezja nie istnieje!” Cóż, obawiam się, że teza tego poruszającego przemówienia raczej nie trafiłaby na okładkę magazynu Science, a grono pedagogiczne nie tylko nie przyznałoby uczniakowi medalu za wybitne osiągnięcia, ale i czym prędzej zmieniłoby indywidualny program nauczania, dorzucając korepetycje z nauki o języku.

Nauka jest wspaniała, ale ograniczona. Sięga głęboko, ale nie wszechstronnie. Nawet gdy wie jak, to nie wie dlaczego. Nie wszystko można wyrazić jej językiem, gdyż nie każdy fragment istniejącej rzeczywistości poddaje się jej eksploracji.

Gdyby nauka, przy całej skali swojej obecnej niewiedzy, wiedziała z całą pewnością, że Bóg nie istnieje, to najwyraźniej mielibyśmy do czynienia z niczym innym jak… formą zewnętrznego Objawienia! A przecież życzliwi chrześcijanie z pewnością wykazaliby, że Objawienie prawdy o nieistnieniu Objawiającego nie wydaje się być rozstrzygającym argumentem na rzecz ateizmu… Póki co, nie udawajmy, że nauka już wie. Niech pozostanie tym czym jest – wspaniałym instrumentem pogłębiania i porządkowania wiedzy dotyczącej struktury dostępnych dla niej fragmentów rzeczywistości.

Aż tyle, ale i tylko tyle.

The following two tabs change content below.
Bartosz Sokół

Bartosz Sokół

Absolwent prawa na Uniwersytecie Śląskim oraz teologii w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej w Warszawie. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Zachwycony Chrystusem.

Podziel się swoją opinią!