Czy Wszechświat mógł istnieć od zawsze?

czy wszechswiat mogl istniec od zawsze

W akceptacji ustaleń współczesnej nauki dotyczących wyłonienia się Wszechświata podczas Wielkiego Wybuchu, chrześcijański teizm dopatruje się potwierdzenia racjonalności wiary w Boga-Stwórcę. Ponieważ Wszechświat posiada swój początek, musi istnieć jakiś Sprawca. Z obserwacji i badań empirycznych dowiadujemy się bowiem, że absolutnie wszystko, co powstaje, posiada konkretną przyczynę. Skąd jednak przekonanie, że Wszechświat miał początek?

Część ateistów podnosi, że czas, przestrzeń i materia równie dobrze mogą być wieczne, co oznaczałoby, że istnieją od zawsze, nie mają tym samym żadnego początku. Bertrand Russell, brytyjski filozof żyjący na przełomie XIX i XX wieku, stwierdził:

„Świat albo miał swój początek, albo też go nie miał. Jeśli nie miał, nie potrzebuje Sprawcy [Boga]. Jeśli miał, możemy wtedy zapytać: „A kto spowodował Boga?” Jeśli Bóg ma swój Powód, nie jest już Bogiem. W każdym więc możliwym przypadku nie dojdziemy do wniosku na temat istnienia pierwszej bezprzyczynowej Przyczyny [Boga]” [1]

Na samym wstępie warto zauważyć potwornie rażącą logiczną nieścisłość zawartą w przytoczonym powyżej cytacie. Na ile dobrze pojmuję, jeśli wieczny (!) Bóg stworzył Wszechświat, ateizm pyta: „a kto stworzył Boga?” – tak, tego wiecznego (!) Boga. Natomiast jeśli ateizm postuluje, że wieczny Wszechświat po prostu istnieje od zawsze, za absurd uznaje pytanie: „a kto stworzył Wszechświat?” – przecież jest on wieczny! Na tym właściwie można by skończyć analizę wypowiedzi Bertranda Russella; udajmy jednak, że nadmieniona logiczna sprzeczność nie stanowi o sile argumentu i spokojnie kontynuujmy rozważania.

Zacytowane sformułowanie problemu błędnie zakłada, że absolutnie wszystko, co istnieje, musi mieć swoją przyczynę, podczas gdy empirycznie weryfikowalna hipoteza będzie raczej brzmiała: „wszystko, co zaczyna istnieć, posiada przyczynę”. Co więcej, aby stawić czoła problemowi Russella, trzeba przede wszystkim udzielić odpowiedzi na zadane przez niego – absolutnie zresztą bezsensowne – pytanie, kto stworzył Boga. Temat ten był jednak przedmiotem rozważań odrębnego wpisu. Tym razem chciałbym się odwołać do I i II zasady termodynamiki aby wykazać, że najpewniej zaistniał początek Wszechświata w wyniku szeroko postulowanego Wielkiego Wybuchu, co też stanowi doskonały argument przekonujący o racjonalności chrześcijańskiego teizmu.

I zasada termodynamiki: stała wielkość energii we Wszechświecie

Należy uczciwie zauważyć, że istnieje matematyczna możliwość wiecznego, pozbawionego początku Wszechświata, co jednoznacznie eliminowałoby ideę jego stworzenia. Zwolennikiem takiej hipotezy zdaje się być osławiony brytyjski kosmolog, Stephen Hawking. Chociaż prowadzone obserwacje w zakresie astrofizyki dobitnie udowadniają, że nasz Wszechświat nie spełnia przesłanek nieskończonego modelu, to jednak część ateistów – by uciec przed koniecznością istnienia Stwórcy – tworzy własny koncept super kosmosu, który nie może być testowany eksperymentalnie. Jest to więc idea stricte metafizyczna, nie naukowa, chociaż zawiera pewne intrygujące smaczki z zakresu nauk ścisłych.

By utrzymać koncepcję istnienia materialnej czasoprzestrzeni bez Boga, część ateistów nierzadko czyni referencje do zasady zachowania energii, zgodnie z którą „energia nie może być ani utworzona, ani zniszczona”. Dla osoby niezaznajomionej z termodynamiką powyższe sformułowanie I zasady może rościć poważne pretensje do podparcia koncepcji Wszechświata bez właściwego początku, jednak są to tylko pozory. Odwołanie to pokazuje bowiem kompletne niezrozumienie najbardziej fundamentalnych praw fizyki, które raczej stwierdzają, iż całkowita energia we Wszechświecie pozostaje niezmienna. Nikt więc w skali obserwacji nigdy nie odnotował wyłonienia się znikąd nowej porcji energii, ani też jej unicestwienia. Kiedykolwiek, chcąc rozstrzygnąć o pochodzeniu Wszechświata, powołujemy się na I zasadę termodynamiki, musimy przyjąć do wiadomości, że nijak nie przesądza ona o sposobie jego zaistnienia, ale zwyczajnie oznajmia, iż energia zawarta w całym kosmosie – skądkolwiek się wzięła – pozostaje na dokładnie tym samym, niezmiennym poziomie.

II zasada termodynamiki: stały przyrost braku uporządkowania

Dwa podstawowe prawa termodynamiki mogą być przedstawione w następującej, uproszczonej formie:

  1. Całkowita masa spoczynkowa i energia we Wszechświecie nie ulegają zmianie (są stałe),
  2. Ilość energii (zdolność do wykonania pracy) układu zmniejsza się (entropia się zwiększa).

Jeśli dostępna masa i energia są ograniczone i niezmiennie na tym samym poziomie, natomiast energia użyteczna układu stopniowo się zmniejsza, to Wszechświat nie może istnieć od zawsze. W przeciwnym razie, wyczerpałby już całą dostępną energię i nastąpiłaby śmierć cieplna Wszechświata. Wszystkie pierwiastki radioaktywne uległyby rozpadowi oraz nastąpiłoby wyrównanie temperatury kosmosu w każdym jego punkcie, a w efekcie żadna dalsza praca w rozumieniu fizycznym nie byłaby możliwa. Nawet astrofizycy będący zadeklarowanymi agnostykami, jak chociażby Robert Jastrow, stwierdzają:

„Kiedy wodór spala się w centralnej części gwiazd i przechodzi w pierwiastki cięższe, nigdy już nie będzie możliwości przywrócenia stanu wyjściowego. (…) Minuta po minucie, rok po roku, w miarę sukcesywnego wyczerpywania się wodoru w reakcjach spalania, całkowity zapas tych pierwiastków maleje”. [2]

Rozsądnym wnioskiem jest przyznanie, że w takim razie Wszechświat został zapoczątkowany w określonym czasie w przeszłości, stąd też nadal zawiera nieustannie wyczerpującą się energię zdolną do podtrzymywania pracy.

Warto – jak mniemam – posłużyć się przykładem, aby nieco spopularyzować omawiane zagadnienie. W trakcie jazdy samochodem paliwo ulega stałemu zużyciu, toteż od czasu do czasu jesteśmy zmuszeni odwiedzać stację benzynową aby napełnić zbiornik paliwowy o konkretnej, ograniczonej pojemności. Dalsza eksploatacja pojazdu sprawia jednak, że paliwo okresowo się kończy, gdyż bak samochodowy nie jest w stanie pomieścić nieskończonej jego ilości. Fakt, że ponownie tankujemy świadczy więc o tym, że już uprzednio tankowaliśmy pewną ograniczoną objętość, lecz paliwo się zużyło. Podobnie rzecz się ma ze Wszechświatem w ujęciu termodynamicznym: posiada on skończoną ilość energii, której część użyteczna się stale wyczerpuje. Jest to wystarczająco przekonująca przesłanka na to, że Wszechświat musiał się zacząć od jakiejś Przyczyny.

W odpowiedzi na powyższy problem jedna z ciekawszych „hipotez bez-Boga” zakłada, że w takim razie okresowo następuje śmierć starego Wszechświata, natomiast z tego zmierzchu wyłania się świat zupełnie nowy. Tym samym, Stwórca nie jest potrzebny. Tak zwana reinkarnacja kosmosu nie jest wcale pomysłem nowym – postulują ją przecież Wedy, święte księgi hinduizmu. Chciałbym także uspokoić nastroje i zauważyć, że powyższe rozumowanie absolutnie niczego nie wyjaśnia, stanowi tylko rozpaczliwy skręt w ślepą uliczkę podczas intensywnej ucieczki przed wnioskiem o Stwórcy. Gdyby bowiem Wszechświat miał się nieskończenie inkarnować, energia użyteczna i tak malałaby z każdymi kolejnymi narodzinami, aż w końcu osiągnęłaby poziom zerowy. Jest zatem wielce prawdopodobne, że my powinniśmy być już tym etapem w dziejach kosmosu, który nie miał prawa zaistnieć – mamy bowiem za sobą nieskończoną ilość sukcesywnej utraty życiodajnej energii. Ponadto, proces reinkarnacji tym bardziej domagałby się swojej Przyczyny, która mogłaby go zainicjować. Ostatecznie należy i tak skonkludować, że fundamentalne pryncypia nauki raczej konsolidują niż rozluźniają potrzebę transcendentnego Sprawcy rzeczywistości.

Nieprawdopodobieństwo wiecznego Wszechświata

Zgodnie z II zasadą termodynamiki świat materialny umiejscowiony w czasie i przestrzeni cechuje się wzrastającym brakiem uporządkowania, co implikuje, że nie może on istnieć od nieskończoności. W przeciwnym wypadku właśnie dzisiaj byłby nieuporządkowany w sposób ekstremalny. Ponieważ Wszechświat jakim go widzimy cechuje się nadal wysoką regularnością, musiał mieć wysoce uporządkowany początek. Tym samym, uprawnione jest mówienie o czasie, który ma brzeg. Jeśli więc czasoprzestrzeń została zapoczątkowana, musi także istnieć Przyczyna, dla której tak się stało. Owa Przyczyna wszystkiego nazywa się Bogiem. Ostatecznie, Bóg musi istnieć.

 


 

[1] B. Russell, Why I Am Not a Christian (New York, NY: Touchstone, 1967), p.6-7.

[2] R. Jastrow, God and the Astronomers (New York, NY: W.W. Norton, 1978), p.15-16.

The following two tabs change content below.
Mateusz Jakubowski

Mateusz Jakubowski

Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Magna Cum Laude, obecnie doktoryzuje się w zakresie nauk technicznych. Zajmuje go interakcja pomiędzy nauką a wiarą oraz rola rozumu w syntetycznym wyjaśnieniu Wszechświata.

Podziel się swoją opinią!