Debata: „Wierzący vs Ateista”. Dlaczego warto wziąć w niej udział?

debata wierzacy vs ateista

W dniu 24.05.2017 r. odbędzie się na Uniwersytecie Śląskim debata, podczas której będę miał przyjemność bronić wiarygodności chrześcijańskiego światopoglądu w konfrontacji z twierdzeniami ateizmu. To ciekawe i dość nietuzinkowe wydarzenie budzi sporo kontrowersji. Bo właściwie dlaczego debatować na Uniwersytecie o czymś tak niepraktycznym i nieżyciowym jak (nie)wiarygodność chrześcijańskiej wiary? Powodów jest co najmniej kilka, przynajmniej z mojego – chrześcijańskiego – punktu widzenia.

  1. Chrześcijaństwo ma do zaoferowania znacznie więcej niż się wydaje

Jedną z przyczyn słabnącego zainteresowania chrześcijaństwem wśród “niezależnie myślących” jest zgubne przekonanie, że chrześcijaństwo nie ma nic do zaoferowania w obszarze intelektualnego samouzasadnienia. Przyjęcie pewnych twierdzeń “na wiarę” przeciwstawia się konieczności przyjmowania ich “na podstawie dowodów”. “Na wiarę” oznaczać ma zatem naiwne poddaństwo gołosłownym roszczeniom starożytnych rybaków, których nie uwiarygadnia nic poza wybujałą fantazją. Oczywistym jest przecież, że w Kościele nie ma żadnych innych dowodów poza dowodami osobistymi owieczek ocalałych z rzezi rozumu, chyba że akurat zbliża się czas wyborów, gdyż wtedy i tych dowodów można w Kościele nie uświadczyć (“zabierz babci dowód!”). Trudno dziwić się zatem, że rozsądnie rozumujący człowiek omija z daleka te naiwne wierzenia intelektualnych kamikadze. Cóż, w moim najgłębszym przekonaniu, rozgorączkowane głowy sceptyków, projektujące w wyobraźni pompatyczny pogrzeb chrześcijaństwa, zasługują na przyjazny kubeł zimnej wody. Chrześcijaństwo ma bowiem o wiele więcej do zaoferowania niż się na pozór wydaje. Jest zdumiewająco spójne w swojej Opowieści zarówno z odkryciami współczesnej nauki, jak i zdroworozsądkowymi intuicjami ludzkości. Można by rzec, że karetę chrześcijańskiego teizmu otacza gwardia przyboczna mocnych przesłanek matematyczno-filozoficznych, a zaprzęg ciągną silne konie wiarygodnych wydarzeń historycznych. Orszak ten powinien robić wrażenie! Chrześcijaństwo – w odróżnieniu od innych systemów religijnych – jest zdumiewająco silnie osadzone w starożytnych dokumentach źródłowych, których liczba i jakość budzą zdumienie historyków. W samym sercu historycznych relacji lokuje się niepowtarzalny i prowokacyjny obraz pustego grobu, rozpaczliwie domagający się wytłumaczenia. Śmiem twierdzić, że po przeanalizowaniu materiału dowodowego to właśnie zmartwychwstanie narzuca się rozumowi jako najbardziej logiczne i zdroworozsądkowe wyjaśnienie. Zgadzam się z tym, że – mimo wszystko – musi zostać przyjęte “na wiarę”. Jest to jednak znacznie prostsze, gdy zrozumie się, że konkurencyjne wyjaśnienia tworzone są “na siłę”.

  1. Chrześcijaństwu zawdzięczamy znacznie więcej niż się wydaje

Zbyt łatwo zapominamy skąd przyszliśmy i co kryje się pod grubą warstwą hołubionych wartości współczesnej Europy. A przecież wystarczy wbić łopatę w miękką ziemię europejskiej historii, aby uderzyć w chrześcijański fundament. Na każdym kroku i za każdym zakrętem, kryje się jakiś chleb z pieca chrześcijaństwa i jakaś woda ze źródeł Ewangelii. Równość wszystkich ludzi przed Bogiem? Chrześcijaństwo. Równa wartość kobiety i mężczyzny? Chrześcijaństwo. Zorganizowany system pomocy dla ubogich i potrzebujących? Chrześcijaństwo. Idea wojny sprawiedliwej? Chrześcijaństwo. Wiara w racjonalność wszechświata, umożliwiająca de facto uprawianie nauki? Chrześcijaństwo. Nie chcemy o tym pamiętać, czyż nie? A przecież próba usunięcia chrześcijaństwa i jednoczesnego zachowania zrodzonych przez nie wartości zakrawa na nieporozumienie.  To tak jakby głośno śpiewać pieśni zachwalające cudowność gniazd witych przez ptaszęta na podniebnych gałęziach i jednocześnie radośnie wycinać las. Cóż, nie można zjeść ciastka i mieć ciastka!

  1. Chrześcijaństwo może znacznie więcej niż się wydaje

Chrześcijaństwo może nie tylko zadowalać, może również zachwycać. Może stać się drzwiami do Prawdy i oknem na Piękno. Może łączyć ludzi, których wcześniej wszystko dzieliło i scalać wartości, które dotąd istniały wyłącznie przeciwko sobie. Może być błyskotliwym tłumaczem rzeczywistości, ale i trafną odpowiedzią na wewnętrzne pytania. Może stać się alfabetem dla umysłu zmęczonego chaosem bezsensownych znaczków, ale i  trwałymi zasadami egzystencjalnej gramatyki. Może nadać znaczenie cierpieniu i wejść do każdej szpitalnej sali, nie lękając się swojej nieadekwatności. Nie ma jakiegokolwiek innego miejsca we wszechświecie, które byłoby tak bogate w życiodajne znaczenia jak postać Jezusa Chrystusa, z całą dramaturgią Jego życia, śmierci i zmartwychwstania. Z niedoścignioną wzniosłością kazania na górze, ale i niezrównaną zwyczajnością porównań, metafor i przypowieści. Nawet tak głębokie teologiczne prawdy jak dwoistość natury Chrystusa lub Trójjedyność Boga – po zrozumieniu i przyswojeniu – stają się płomieniem pozwalającym ujrzeć pogrążony dotąd w mroku porządek rzeczywistości. Ludzie nie wierzą w chrześcijaństwo dlatego, że w coś trzeba wierzyć. Wierzą w chrześcijaństwo dlatego, że w pewnej chwili nie sposób już wierzyć w cokolwiek innego.

  1. Chrześcijaństwo jest znacznie bardziej współczesne niż się wydaje

Chrześcijaństwo się nie zestarzało. To nie ono niepewnym ruchem poprawia oprószone siwizną włosy, z trudem wstając z bujanego fotela. To schorowana cywilizacja europejska próbuje zredefiniować własną tożsamość i spalić stare albumy, z których jasno wynika, że kiedyś zwykła być kimś, kim dzisiaj pogardza. W szaleńczym umiłowaniu postępu zbliża się po osi koła do miejsca, w którym dawno temu zaczęła swoją podróż – miejsca moralnego relatywizmu, społecznie usankcjonowanego barbarzyństwa i intelektualnego sceptycyzmu. To nie chrześcijaństwo się zestarzało, zestarzały się zerkające na nie oczy i niedosłyszące uszy. Jezus Chrystus jest przecież wiecznie współczesny. Jego nauka pozostaje niezmiennie adekwatna bez względu na to, czy słucha się jej na izraelskim pagórku w początkach I w. n. e., czy też dwa tysiące lat później przez słuchawki iPhona 7. Egzystencjalny wymiar ludzkiego życia pozostaje z gruntu ten sam, nawet jeśli smutne sonety ustępują miejsca smutnym ikonkom na Facebooku, a wyemancypowane pragnienia mają chwilowo znacznie więcej praw niż obowiązków. Człowiek pragnął, pragnie i będzie pragnął szczęścia – ot i wszystko, czym niezbywalnie jesteśmy. Skumulowaną masą niekontrolowanych pragnień wypatrujących za horyzontem upragnionego szczęścia. Odpowiedzi chrześcijaństwa mogą zostać uznane za przebrzmiałe wyłącznie tam, gdzie w zasadzie jeszcze nie wybrzmiały; za przestarzałe wyłącznie tam, gdzie na dobre się jeszcze nie narodziły. Nowe paradygmaty moralne są w istocie prastarymi problemami moralnymi, a jedyny powód, dla którego nazywamy je nowymi kryje się w tym, że jesteśmy tutaj raptem od kilku chwil. Jeżeli istnieje ktoś, dla kogo wymyślono słowo “relewantny”, to z pewnością nazywa się on Jezus Chrystus.

Podsumowując

Chrześcijaństwo jest nie tylko wspaniałe, jest również prawdziwe. Gdyby nie było prawdziwe, nie mogłoby być wspaniałe. Podczas nadchodzącej debaty będę starał się wykazać, że wszystko, o czym napisałem powyżej rzeczywiście znajduje umocowanie w faktach, a światopogląd chrześcijański warty jest przyjęcia. Żywię gorącą nadzieję, że wydarzenia takie jak to wpiszą się na stałe w kalendarz studenckich (i nie tylko!) wydarzeń, tworząc przestrzeń do merytorycznej rozmowy o rzeczach ostatecznych.

Serdecznie zapraszam!

The following two tabs change content below.
Bartosz Sokół

Bartosz Sokół

Absolwent prawa na Uniwersytecie Śląskim oraz teologii w Wyższej Szkole Teologiczno-Społecznej w Warszawie. Interesuje się historią chrześcijaństwa w kontekstach społecznych i kulturowych, filozofią oraz apologetyką. Zachwycony Chrystusem.

Podziel się swoją opinią!