Kto stworzył Boga?

kto stworzyl boga

Bertrand Russell, słynny brytyjski filozof żyjący na przełomie XIX i XX wieku, w swoim popularnym eseju zatytułowanym „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem?” jako główny zarzut pod adresem teizmu wysunął problem przyczyny egzystencji Boga, ujęty w nieskomplikowanym zapytaniu: „kto Go stworzył?[1] Takie spostrzeżenie najwidoczniej się nie przeterminowało, gdyż popularna obecnie postać w świecie ateistycznym, Phillip Adams, podczas Międzynarodowego Kongresu Ateistów, który odbył się w Melbourne w Australii w 2010 roku, wyraził jedną z głównych przyczyn swojej niewiary w następujący sposób:

„Argument za istnieniem Boga ma polegać na założeniu, że musiał być jakiś Początek, Stwórca… Moja jednak obiekcja jest prosta: jeśli tym Początkiem był Bóg, to kto zapoczątkował Boga?”

Pytanie to nie jest zadawane wyłącznie przez wojujących ateistów; można je usłyszeć nawet od małych dzieci. Aby jednak udzielić odpowiedzi w możliwie najefektywniejszy sposób, musimy się odnieść do tego zagadnienia w ujęciu zarówno filozoficznym, jak również teologicznym.

Odpowiedź na gruncie filozofii

Pytanie o powód zaistnienia Boga opiera się o rozumowanie, że skoro Wszechświat wymaga właściwej Przyczyny, to dlaczego owa Przyczyna nie miałaby także posiadać swojej Przyczyny? A jeśli nie wszystko wymaga Przyczyny, to dlaczego Wszechświata nie można zaliczyć do zbioru elementów bezprzyczynowych?

Teizm chrześcijański nigdy jednak nie zakładał, ani nadal nie zakłada, że absolutnie wszystko co istnieje potrzebuje przyczyny. Przyjmuje się raczej, że wszystko, co ma swój początek, musi mieć także przyczynę. Jeśli cokolwiek zaczęło istnieć w określonym miejscu i czasie, wtedy taki stan rzeczy domaga się konkretnego powodu, wystarczającego wytłumaczenia, dlaczego tak się stało. Intuicja ta jest wyrażona w znanym łacińskim powiedzeniu ex nihilo nihil fit (dosł.: z niczego nic nie powstaje). Stykamy się jednak na co dzień także z rzeczywistością, która istnieje absolutnie bezwarunkowo. Dość przywołać tutaj naturalne własności fizykochemiczne obiektów. Tym samym, możemy rozróżnić pomiędzy bytami przygodnymi (warunkowymi), a koniecznymi (niezbędnymi).

Rzeczywistość przygodna jest spowodowana, uwarunkowana, zależna od przyczyn zewnętrznych oraz nie posiada sama w sobie wytłumaczenia swojego zaistnienia. Byty przygodne mogą istnieć lub nie istnieć, jednak z pewnością nie mogą powstać spontanicznie z niczego. Choć nie ma doskonałych analogii, każdy film ma swojego reżysera, muzyka kompozytora, a obraz malarza. Wiele dzieł nigdy jednak ostatecznie się nie ukazało, a tym samym efektywnie nie powstały. Nie było to wszakże konieczne, nie musiały zaistnieć. Sednem jest bowiem, że każde dzieło, które powstało, posiada co do zasady swojego autora, toteż jest bytem przygodnym.

Z drugiej strony, istnieje rzeczywistość konieczna, która jest niespowodowana, niezależna i samo-wyjaśniająca. Tym samym, byty konieczne w odróżnieniu od przygodnych nie mogą nie istnieć – ich istnienie jest niezbędne. W jaki sposób taki rozdział pozwala nam wyjaśnić cokolwiek w kwestii Boga?

Teoria Wielkiego Wybuchu dostarcza wystarczająco dużo przekonywującego materiału dowodowego, aby można było postulować początek naszego Wszechświata. Zgodnie ze Standardowym Modelem Kosmologicznym, czas, przestrzeń i materia wyłoniły się blisko 14 miliardów lat temu. Wszechświat jest więc rzeczywistością warunkową – pewnym efektem zależnym od czegoś zewnętrznego; czegoś na wskroś transcendentnego, co go mogło spowodować. Wszechświat jako byt przygodny nie może być kompletnie wytłumaczony poprzez odwołanie do jakiegoś innego bytu warunkowego. Nie byłoby to logicznie spójne, gdybyśmy powstanie kosmosu tłumaczyli stwórczym aktem Boga, który sam został uprzednio stworzony przez Boga wyższego rzędu, który z kolei jeszcze wcześniej został stworzony przez Boga jeszcze wyższego rzędu, i tak w nieskończoność. Jak postulował Arystoteles, w rozrachunku końcowym musi istnieć rzeczywistość, która wszystko spowoduje, zaś sama nie jest niczym powodowana. W przeciwnym wypadku, gdyby miał istnieć niekończący się łańcuch przyczyn i skutków, to nigdy nie mógłby się on rozpocząć, bo jak? Jeśli jednak istnieje jakaś istota poza czasem – jak Bóg – wtedy na gruncie filozoficznym nie istnieje potrzeba jego wyjaśniania. Taka istota sama w sobie jest dostatecznym wyjaśnieniem.

Odpowiedź na gruncie chrześcijańskiej teologii

Niemal każda religia próbowała odnieść się do problemu przyczyny zaistnienia Boga na wiele rozmaitych sposobów. Dla przykładu, Mormoni twierdzą, że bóg (Elohim) jako człowiek dorasta na planecie znajdującej się w pobliżu gwiazdy zwanej Kolob w otoczeniu niezliczonej liczby żon, aż wreszcie dochodzi do stanu doskonałości pozwalającej mu być bogiem. Proces ten w sposób cykliczny powtarza się dla każdego ludzkiego potomka takiego boga. Jest to zresztą koncepcja wspólna dla wielu religii, że bogowie rodzą kolejnych bogów. Rzecz jasna, nasz problem nie zostaje tutaj nijak rozwiązany. Pytanie brzmi bowiem: „skąd się tam wziął ten pierwszy bóg?” Tłumaczenie polegające na cofaniu się małymi krokami nie prowadzi do rzeczywistego rozwiązania i słusznie falsyfikuje się takie światopoglądy religijne.

Chrześcijaństwo jednak od kilku tysięcy lat niezmiennie twierdzi, że istnieje odwieczny, samowystarczalny, transcendentny Bóg-Stwórca, który w odróżnieniu od rzeczywistości przygodnej nie potrzebuje zewnętrznych przyczyn dla swojej egzystencji. Jego wieczna i nieskończona natura nie domaga się zewnętrznego usankcjonowania, gdyż jest On poza czasem. Absolutna niezależność sytuuje Boga chrześcijaństwa w odmiennej jakościowo kategorii aniżeli stworzona przez Niego rzeczywistość materialna. J.I. Packer przeciwstawił obrazy Boga oraz człowieka w następujący sposób:

„On [Bóg] istnieje na sposób absolutnie inny od naszego: my, jego stworzenia, posiadamy egzystencję zależną, otrzymaną, skończoną oraz kruchą, zaś nasz Stwórca funkcjonuje w wiecznym, samowystarczalnym, koniecznym wymiarze” [2]

Natomiast wybitny umysł w świecie wczesnochrześcijańskim, Paweł z Tarsu, w rozmowie z greckimi filozofami zajął stanowisko:

„Bo w Nim [Bogu] żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: z Jego bowiem rodu jesteśmy” (Dz 17:28)

W roku 1968, przed świętami Bożego Narodzenia, na orbicie okołoksiężycowej zameldowała się załoga statku Apollo 8, co było kamieniem milowym w historii ludzkiej eksploracji kosmosu. Astronauci byli świadkiem czegoś, czego jeszcze nikt dotychczas nie widział: zafascynowani oglądali z orbity wschód Ziemi nad horyzontem księżycowym. Podczas tego lotu wydarzyło się jeszcze coś zupełnie wyjątkowego, coś o nieprawdopodobnym ładunku emocjonalnym. Dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia, podczas transmisji telewizyjnej, załoga Apolla 8 nadała przesłanie do wszystkich ludzi na Ziemi. Pilot William Anders rozpoczął: „Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię. Jest to wyrecytowany fragment jednego z najbardziej niesamowitych twierdzeń Biblii, ukazujących bezpośrednie zaangażowanie Stwórcy w powstanie Wszechświata. Tym samym, Bóg chrześcijaństwa zawsze manifestuje się jako wieczny, samowystarczalny byt niewymagający swojej przyczyny, bez początku i końca.

Kto zatem stworzył Boga?

Zarówno z filozoficznego, naukowego jak i teologicznego punktu widzenia Wszechświat zbudowany z czasu, materii i przestrzeni ostatecznie woła o transcendentnego Boga-Sprawcę, który całkowicie znajdowałby się poza naszą rzeczywistością przyczynowo-skutkową. Podzielam w tym miejscu niesamowitą intuicję Normana Geislera i zgodzę się, że pytanie: „kto stworzył Boga?” jest równie rozważne, jak chociażby te: „kto jest żoną tego oto kawalera?” albo „co jest przyczyną pierwszej przyczyny?”. A może najpełniejsza odpowiedź na życiową zagwozdkę Bertranda Russella będzie brzmiała: „Boga nikt nigdy nie stworzył, gdyż nikt nie byłby zdolny, aby to zrobić”?

 


 

[1] B. Russell, Why I Am Not a Christian (New York, NY: Touchstone, 1967), p.6-7.

[2] J. I. Packer, Concise Theology: A Guide to Historic Christian Beliefs (Wheaton, IL: Tyndale, 1993), p.26.

The following two tabs change content below.
Mateusz Jakubowski

Mateusz Jakubowski

Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Magna Cum Laude, obecnie doktoryzuje się w zakresie nauk technicznych. Zajmuje go interakcja pomiędzy nauką a wiarą oraz rola rozumu w syntetycznym wyjaśnieniu Wszechświata.

Podziel się swoją opinią!