Literalnie czy literacko? Rzecz o rozumieniu Biblii

literalnie czy literacko rzecz o rozumieniu biblii

Od kiedy potrafię sięgnąć pamięcią, zawsze miałem we właściwym sobie zwyczaju wkładać wiele pasji w rozmaite dyskusje tematyczne. Samo zagadnienie poddawane dyspucie nie zawsze było najistotniejsze. Zwykle chodziło o wzniosłą ideę ekspozycji poglądów, umiejętnego stawiania hipotez, zręcznego doboru argumentów, logicznego utrzymywania linii myślowej – słowem, stawka nie zupełnie była materialna. Czy dyskurs nad rzeczywistością, która bywa tak nieuchwytna, broni się w kategorii efektywnego wykorzystania czasu? Nie sądzę, że jest to najwłaściwiej postawione pytanie. Czy zatem tak mało chrześcijańska przypadłość – jak by się mogło zdawać – może wnieść cokolwiek wartościowego do chrześcijańskiego życia? O jednej z cennych lekcji, której z całą pewnością się nauczyłem, chciałbym skreślić poniżej kilka zdań.

Założę optymistycznie, że zasadniczy cel każdej dyskusji redukuje się do zidentyfikowania punktu ogólnego porozumienia. Albo chcemy przekonać kogoś do swojej (domniemanej) racji, albo też mamy na tyle otwarty umysł, że argumenty przytoczone przez dyskutanta wytrącają wszystkie nasze, tak iż dajemy się przeciągnąć w sensie ideologicznym do innego, dotychczas niezajmowanego obszaru. Przyjmijmy, że przytoczona charakterystyka w sposób wierny, choć uproszczony, ilustruje generalny model dywagacji. Jeśli więc to takie proste, dlaczego wielokroć porozumienie nie bywa znalezione, choć jego poszukiwaniu dedykowanych jest ogrom cennych godzin, najwyższej półki specjalistów, a nierzadko nawet potężne nakłady finansowe? Jeden z podstawowych powodów jest taki, że poza klasycznym modelem dyskusji leżą pewne założenia najbardziej pierwotne, które z natury rzeczy powodują odrzucenie każdej przeciwnej argumentacji, choć jak logiczna by nie była. Bardzo dobrym przykładem jest chociażby aneksja Krymu przez Federację Rosyjską. Próba dojścia do konsensusu w kwestii przynależności Półwyspu nie prowadzi do rozwiązania, gdyż poza zagadnieniem suwerenności oraz nienaruszalności granic terytorialnych Ukrainy leżą czynniki zupełnie niezależne, będące siłą napędową działań Rosji. Jakkolwiek szczera chęć wzajemnego przekonywania się stron konfliktu nie prowadzi zatem donikąd. Czy takie spostrzeżenie wnosi jednak cokolwiek do codziennego, stricto chrześcijańskiego życia? A jeśli tak, to co?

Chciałbym myśleć, że nie jest to prawdą, a jednak wiele ognistych sporów ideologicznych wyrasta także na gruncie chrześcijaństwa. Czasem dotyczy to kwestii drugorzędnych, czasem też dyskutowane bywają zagadnienia bardziej fundamentalne w sensie światopoglądowym, jak chociażby koncepcja stworzenia Wszechświata. Jakby tego nie ująć, różnice zdań istnieją. I sprawy wcale nie ułatwia fakt, że wszyscy chrześcijanie solennie wskazują na Biblię jako jedyne i ostateczne źródło swoich przekonań oraz systemów wartości. Trudność leży bowiem po stronie pewnych przed-założeń odnośnie tego, jak Biblię należy czytać, rozumieć i właściwie na jakiej kategorii pytania ona odpowiada. To właśnie w tym obszarze głęboko pogrzebane są przyczyny wypaczonych poglądów oraz nietrafionych osądów. Model geocentryczny, płaskość Ziemi, koniec świata co dwa lata – to tylko te najbardziej żenujące skutki uboczne niewłaściwego podejścia do Biblii.

Ty to rozumiesz dosłownie?!” – myślę, że większość z nas doświadczyła delikatnego zawstydzenia, kiedy po raz pierwszy zadano nam to pytanie. W istocie pułapka, która jest tutaj ukryta, może wprawić w pewne skonfundowanie niejednego chrześcijanina. Jeśli bowiem chcemy rozumieć Biblię dosłownie, co w praktyce znaczą dla nas słowa Jezusa o „wyłupaniu oka” powodującego zgorszenie, bądź „odcięciu ręki”, która nie jest pożyteczna? Czy za tymi imperatywami może tkwić jakaś zachęta do masochizmu? Absolutnie nie. Co więcej – być może paradoksalnie – nie potraktowanie tych słów literalnie nijak nie przeczy właściwemu rozumieniu Biblii. Wszak zadziwiające piękno świata i kosmosu zostało wyrażone przez autorów biblijnych za pomocą głęboko poruszających obrazów poetyckich, które potraktowane literalnie niechybnie prowadzą do konfliktu z najbardziej podstawowymi ustaleniami współczesnej nauki. Jezus mówi o sobie, że jest „drzwiami”, jednak naiwnym byłoby roztrząsanie, czy są one wykonane z drewna czy też z tworzywa PCV. Ostatecznie, nawet Ci, którzy twierdzą, że „rozumieją całą Biblię dosłownie”, rzadko w praktyce tak czynią.

A zatem Biblię należy rozumieć przenośnie i symbolicznie!” – niewłaściwa odpowiedź na zadane powyżej pytanie prowadzi dalej do niewłaściwego wniosku. Jeśli Biblia nie może być odczytywana dosłownie, łatwo można wykazać, że interpretacja może być zupełnie dowolna, uzależniona od intencji czytającego. Takie podejście również nie rozwiązuje trudności, a wręcz prowadzi do poważnych nadużyć pod przykrywką rzekomego posłuszeństwa Ewangelii.

Istnieje wielka różnica pomiędzy słowami „literalny” a „literacki”. Nie zawsze jednak łatwo jest odróżnić fragmenty Biblii, które w zamyśle autora miały być brane dosłownie od fragmentów, w których użyto form literackich. Stąd właśnie biorą się problemy. Aby jednak nie wpaść zbyt naiwnie w pułapkę fatalnego interpretowania Pisma Świętego, przy dociekaniu właściwego znaczenia tekstów biblijnych nieodzownie powinno się konsekwentnie egzekwować następujące zadania hermeneutyczne:

  • Obserwacja: jakie są fakty dotyczące rozważanego tekstu? jakie jest znaczenie użytych słów?
  • Interpretacja: co autor chciał przekazać w swoim środowisku historyczno-kulturowym?
  • Ewaluacja: co analizowany tekst może oznaczać dzisiaj?
  • Aplikacja: jak mogę praktycznie zastosować wskazania zawarte w tekście?

Podsumowując, wiele chrześcijańskich dywagacji ideologicznych powstaje jako wynik niewłaściwego podejścia do odczytywanych fragmentów Pisma. Historyczne próby wprowadzenie jakiejkolwiek dyscypliny doktrynalnej skazane były na druzgocącą klęskę, gdyż nie miały potencjału, by dotrzeć do źródła problemu; zajmowały się zaledwie jego najbardziej namacalnymi przejawami. Do dziś część ludzi wyraża bowiem przekonanie, iż pozbawienie tekstów biblijnych ich dosłownego brzmienia godzi w ideę boskiego natchnienia. Inni natomiast są zdania, że rozumienie literalne zostało na zawsze utracone, a ponadto byłoby reliktem niepodążającym z duchem czasu. Obydwie koncepcje posiadają jednakie wady.

Być może rozwiązanie wielu trudności nie leży w kartkowaniu Biblii i mniej bądź bardziej zręcznym zszywaniu z sobą różnych fragmentów celem nakreślenia jedynej właściwej ścieżki myślowej? Być może największą wartość przyniesie z sobą okresowe zamykanie tej Księgi oraz uporczywe wpatrywanie się w ów sześcioliterowy wyraz wygrawerowany na okładce, zadając uporczywie najbardziej podstawowe pytania: „Kto? Gdzie? Kiedy? Co?” I najistotniejsze: „Dlaczego?”

The following two tabs change content below.
Mateusz Jakubowski

Mateusz Jakubowski

Ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie z wyróżnieniem Magna Cum Laude, obecnie doktoryzuje się w zakresie nauk technicznych. Zajmuje go interakcja pomiędzy nauką a wiarą oraz rola rozumu w syntetycznym wyjaśnieniu Wszechświata.

Podziel się swoją opinią!