O Bogu poległym w krucjatach

o bogu poleglym w krucjatach

Nie wierzę w Boga, ale nie powiesz mi, że jestem gorszy od tych wszystkich religijnych hipokrytów, a już na pewno nie gorszy od masy religijnych zbrodniarzy! – stwierdzi z oburzeniem ateista, wspominając coś jeszcze o księdzu z lokalnej parafii o dość wątpliwej reputacji i wyjątkowo niesympatycznej znajomej swojej babci – zapalonej kolekcjonerce różańców. A to przecież tylko czubek góry lodowej, u której podstaw stoją wielkie i haniebne zbrodnie dokonywane ręką wyćwiczoną w zabijaniu równie dobrze jak i w codziennym czynieniu znaku krzyża. Sceptycy ogłaszają Boga poległego właśnie tam, gdzie obok narzędzia niewyobrażalnych tortur stoi krucyfiks.

Poniżej postaram się odpowiedzieć na pytanie: czy wojny religijne i jakiekolwiek inne skompromitowały chrześcijańskiego Boga? Innymi słowy: czy idea Boga poległa w świecie pełnym zła?

Jako że uważam, że pytanie to swoje pełne rozwiązanie odnajduje w argumencie apologetycznym zwanym moralnym, to właśnie jego omówieniem zajmę się w niniejszym tekście. Jego zarys przedstawia się następująco: jeżeli istnieją obiektywne normy moralne (dobro i zło), to musi istnieć transcendentny Normodawca zdolny do ich tworzenia i egzekwowania.

Absolutnie nie ma żadnych absolutów! Samobójstwo relatywizmu

Na początek słusznym będzie zająć się krótko ideą przedstawianą jako alternatywa wobec koncepcji obiektywnego systemu moralnego, tzw. relatywizmem moralnym. Zwolennicy tejże teorii z zawzięciem godnym naśladowania wykrzykują: Absolutnie nie ma żadnych absolutów!, proklamując przy tym względność nie tylko poznawczą – prawdziwości bądź fałszywości jakiegoś twierdzenia (jak w przypadku relatywizmu epistemologicznego) – ale również  względność moralną. Z relatywizmem jednak, jak sądzę, nie ma większego kłopotu, gdyż filozofia ta sama zamyka sobie furtkę do choćby podjęcia próby dowiedzenia swych racji. Powyższe zdanie okazuje się zatem niezwykle problematyczne, bo jeśli jest absolutnie prawdziwe, to musi być absolutnie fałszywe. Nie ma więc większej potrzeby, bym skracała żywotność swej klawiatury na dokładniejsze zajmowanie się tą właśnie kwestią. Warto jednak posilić się tu słowami Harveya Siegela, który podsumowuje: Relatywizm sam siebie neguje, bo obrona tej doktryny, wymaga rezygnacji z niej – i trudno nie przyznać mu racji. A zatem każdy, kto decyduje nazwać się relatywistą, koniecznie musi zdać sobie sprawę, iż jednocześnie decyduje się popełnić fatalną intrygę przeciwko logice.

Skoro zatem relatywistyczna opcja nie radzi sobie z zaspokojeniem naszego poczucia intelektualnej uczciwości, musimy zmierzyć się z głównym trzonem argumentu moralnego – obiektywnym systemem norm etycznych.

Nie ma przestępstwa bez prawa

Sceptycy utrzymują, że egzekucje masy ludzi w imię religii były po prostu złe. I pełna zgoda. Kwalifikując je jako złe, odwołują się więc do pojęcia obiektywnego prawa moralnego. Jak to się dzieje?

Nullum crimen sine lege – głosi rzymska maksyma. By móc uznać czyjeś postępowanie jako przykładne i dobre albo godne potępienia i złe, niewątpliwie potrzebujemy bezstronnej miary owych czynów. Czegoś, co utwierdziłoby nas w przekonaniu, że niezbyt dobrym pomysłem będzie zrzucenie ze schodów nielubianej starszej pani i kradzież kolekcjonowanych przez nią różańców. Narzędzia, za pomocą którego będziemy w stanie uznać etyczną niepełnosprawność wszelkich religijnych przestępstw, świeckich wojen i codziennych ludzkich tragedii. Takim narzędziem musi stać się obiektywny zbiór norm moralnych zawierający w sobie reguły postępowania, które służą jako swoisty weryfikator. Dlaczego jednak musi on odznaczać się przymiotem obiektywności? Gdyż w przeciwnym razie to, co złe dla ofiary mogłoby być odczytane jako dobre dla oprawcy. Innymi słowy – kontynuując powyższą analogię – kradzież dóbr pani Stasi i spieniężenie ich w niezłej cenie na Allegro mogłoby przecież zostać uznane jako korzystne dla przestępcy; a więc z jego punktu widzenia czy nie  byłoby dobre?

System absolutny jest więc wspólnym miejscem odniesienia. Pozycjonuje nas w punkcie A, by móc dobrze przyjrzeć się punktowi B i ocenić go według tych samych kryteriów. Oferuje nić rozsądku w labiryncie relatywizmu.

Pozaprawny Prawodawca

Pod rękę wraz z tezą o absolutnych wartościach etycznych idzie nieustannie domagające się odpowiedzi pytanie o źródło. Historia – która w tym temacie ma w swych opasłych tomach niejedną kartę – już nieraz ze łzami w oczach wskazywała na dramatyczną omylność moralną prawa pozytywnego, umownych reguł społecznych czy cywilizacyjnych. Ustawy norymberskie normowane przez prawodawstwo wysoko rozwiniętej i ukulturalnionej (!) cywilizacji niemieckiej XX w. nie wzbudzają dziś wątpliwości co do swej moralnej ułomności, nieludzkiej treści i zbrodniczych skutków. Ówczesny teoretyk prawa oraz minister sprawiedliwości Rzeszy Gustav Radbruch kwestię tę podjął w swej pracy o na wskroś wymownym tytule „Ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo”, który, w mojej opinii, świetnie oddaje problem. Wynika z tego, iż źródła prawa etycznego nie możemy szukać w zapiskach zawodnego i zmiennego prawa pozytywnego czy w umowie społecznej.

Prawo moralne musiało jednak wziąć skądś swój początek, i tak jak obraz wychodzi spod ręki utalentowanego malarza, tak normy etyczne muszą mieć swego autora obdarzonego kompetencjami prawotwórczymi. Z powyższego wynika zatem, że Prawodawca musi być wobec prawa zewnętrzny, gdyż musiał istnieć zanim prawo zostało nadane i zaczęło obowiązywać.

Bezlitosna obojętność

Trudno bronić moralności absolutnej na jakimkolwiek innym tle niż religijnym zauważa główna postać nowego ateizmu, Richard Dawkins, i tym razem się nie myli. Ateizm nie potrafi wyjaśnić obiektywnej postaci moralnych wartości, które uzasadniałyby nietolerancję dla takich czynów jak na przykład znęcanie się nad niemowlętami. Dawkins dodaje: DNA ani o niczym nie wie, ani o nic nie dba. Po prostu istnieje, a my musimy tańczyć jak nam zagra. Jeśli zatem w wyniku trzęsienia ziemi zginie kilku górników nie ma uzasadnienia, by uznać, że trzęsienie jest złe – ono po prostu jest. A jeśli w niedalekiej przyszłości ktoś wtargnie z bronią na szkolne korytarze, pozbawiając życia dziesiątki uczniów i nauczycieli, dlaczego nazywać go złym, skoro po prostu tańczył w rytm swego DNA?

Jeśli nie ma ostatecznej odpowiedzialności, Hitler, Stalin czy Mao Zedong równie dobrze mogą zostać usunięci ze zranionej pamięci narodów; mogą zwyczajnie popaść w zapomnienie. Nadzieja na sprawiedliwość jest tylko szytą grubymi nićmi bajką dla biologicznych słabeuszy, a nam nie pozostaje nic oprócz zdania się na ślepy los. Nic poza przypadkową i bezlitosną obojętnością.

A zatem wśród skał biologicznej przypadkowości echo moralnych dramatów nie ma prawa nieść się, wzbudzając współczucie, oburzenie i nadzieję na sprawiedliwość współodczuwających. Jeśli ateizm chce zachować konsekwencję i koherencję swych założeń, musi odmówić pocieszenia nie tylko dawnym męczennikom krucjat, ale i otarcia łez ofiarom rozgrywających się dziś cierpień.

Podsumowując, jeśli dramat religijnych wojen ma okazać się ostatnim gwoździem do trumny chrześcijańskiego Boga, to, paradoksalnie, może stać się jedynie koleją cegłą do sukcesywnie wznoszonej argumentacji na rzecz Jego istnienia.

Myślę, że powyższą refleksję warto będzie zakończyć słowami brytyjskiego pisarza Gilberta K. Chestertona, który omawiając ów temat, podszedł do niego z zupełnie innej, acz istotnie godnej rozwagi strony:

A co do ogólnego twierdzenia, że wojna skompromitowała Kościół – można by równie dobrze powiedzieć, że potop skompromitował Arkę Noego. Jeśli świat błądzi, jest to raczej dowód, że Kościół się nie myli. Jest on usprawiedliwiony nie dlatego, że jego dzieci nie są grzesznikami, ale właśnie dlatego, że nimi są.

The following two tabs change content below.
Martyna Słowińska

Martyna Słowińska

Szczególnie zainteresowana teologią, filozofią i literaturą. Przekonana o tym, że duchowe życie nie równa się intelektualnej śmierci, a chrześcijaństwo wraz z horacjańskim sapere aude tworzą naprawdę mocny duet!
Martyna Słowińska

Ostatnie wpisy Martyna Słowińska (zobacz wszystkie)

Podziel się swoją opinią!