O doktrynach chrześcijańskich pozwalających uprawiać nauki przyrodnicze

o doktrynach chrześcijanskich pozwalających uprawiac nauki przyrodnicze

Temat wzajemnego stosunku religii i nauki jest niezwykle ciekawy. Wiele osób traktuje religię, w tym chrześcijaństwo, jako byt z gruntu wrogi nauce. Sądzą oni, że wokół nas toczy się i od zawsze toczyła się nieustanna walka między zachowawczą, czy wręcz wsteczną grupą ludzi wierzących, religijnych, a postępową grupą naukowców. Obraz ten jest jednak niepełny i jednostronny. Owszem, istnieje pewne napięcie pomiędzy wiarą i nauką, gdyż ta pierwsza odnosi się do prawd objawionych, a więc stałych, niezmiennych, natomiast druga jest z natury swej krytyczna, podważająca zastałe modele i teorie w celu dotarcia do prawdy o przyrodzie. Nie oznacza to jednak, że wiara wyklucza możliwość uprawiania nauki. Wprost przeciwnie – wiara w to, czego naucza Pismo Święte, sankcjonuje nauki przyrodnicze i nadaje im głęboki sens poza czystą przyjemnością poznawania tajemnic przyrody. Postaram się wykazać, że chrześcijaństwo nie tylko zapewnia sankcje moralne, lecz również założenia intelektualne konieczne do uprawiania nauki.

Podwaliny nauki – chrześcijaństwo o przyrodzie

Po pierwsze, Biblia naucza, że przyroda jest realna. Choć myśl ta wydaje się banalna i oczywista, jest niezwykle istotna. Jeżeli ktoś sądzi, że świat, który nas otacza, jest tylko iluzją, przejawem jakiegoś absolutu, prawdopodobnie nie będzie dla niego obiektem godnym głębszego zainteresowania, nie mówiąc już o wnikliwym jego badaniu. [1] Jako przykłady odmiennego myślenia przytoczyć można hinduizm, który naucza, że świat obiektów jest maya – iluzją. Podobne myślenie można znaleźć również u Parmenidesa, greckiego filozofa i założyciela eleackiej szkoły myślenia, który twierdził, że to, co widzimy, może być całkowicie odmienne od tego, co jest naprawdę, że to, co postrzegają nasze zmysły, jest czymś na kształt marzeń sennych. [2]

Po drugie, chrześcijaństwo uczy, że świat materialny jest niezwykle wartościowy. Widać to od samego początku Pisma Świętego, gdzie w Księdze Rodzaju, w opisie stworzenia czytamy, że Bóg, widząc swoje stworzenie, stwierdzał wielokrotnie, iż jest ono dobre. [3] Pogląd ten był obcy starożytnym Grekom, którzy uważali świat materialny za zły i pełen nieporządku. W związku z tym praca fizyczna była przekazywana niewolnikom, a filozofowie poszukiwali prawdy, dociekając jej swoim umysłem. Wielu historyków uważa, że właśnie dlatego starożytni Grecy nie rozwinęli empirycznej nauki, która wymaga prowadzenia eksperymentów. [4]

Po trzecie, chrześcijaństwo wyraźnie naucza, że przyroda nie jest bóstwem. Biblijna doktryna stworzenia wyklucza zarówno animizm jak i panteizm. Opis stworzenia zawarty w Księdze Rodzaju jest zupełnie inny niż obrazy powstania świata w większości starożytnych religii pod tym względem, że nie przypisuje boskiego statusu Słońcu, gwiazdom, czy księżycowi. Pan Bóg jest Stwórcą przyrody i stoi poza nią. Holenderski historyk nauki R. Hooykaas określa to mianem „de-deifikacji” natury. [5] Zjawiska przyrody nie są wywołane kaprysami bóstw ani nie są obiektem religijnego uwielbienia, ale Bożym stworzeniem umieszczonym na świecie, żeby realizować Jego cele. Dopiero takie spojrzenie na przyrodę, jej desakralizacja, pozwala na zajęcie się naukami przyrodniczymi bez obaw o zadzieranie z jakimiś bóstwami rządzącymi przyrodą.

Kolejnym elementem doktryny chrześcijańskiej, który pozwala uprawiać naukę, jest przekonanie, że świat jest uporządkowany. Jeżeli istnieje tylko jeden Bóg, który dodatkowo jest racjonalny, godny zaufania i spolegliwy, to stworzony przez Niego świat musi być uporządkowany. W podobnym duchu wypowiedział się zdobywca Nagrody Nobla w dziedzinie chemii Melvin Calvin, który, zastanawiając się nad tym podstawowym przekonaniem panującym w nauce, powiedział:

Gdy staram się dostrzec początki tego przekonania, wydaje mi się, że znajduję je w podstawowej idei odkrytej 2000 albo 3000 lat temu i rozwiniętej po raz pierwszy w zachodnim świecie przez starożytnych Hebrajczyków: mianowicie, że wszechświat jest kierowany przez jednego Boga, a nie jest wynikiem kaprysów wielu bóstw, z których każde zarządza swoim obszarem według własnych praw. Ten pogląd monoteistyczny wydaje się historycznym założeniem współczesnej nauki.

Jako przykład można podać prace Kopernika, który szukając lepszej kosmologii niż arystotelesowska i ptolemejska, najpierw zwrócił się do pism innych starożytnych filozofów. Gdy odkrył istotne niezgodności między starożytnymi dotyczące struktury wszechświata, zaniepokoił się, ponieważ wiedział, że kosmos został „utkany przez nieskończenie dobrego i uporządkowanego Stwórcę.” Jego własna praca naukowa stała się poszukiwaniem lepszej kosmologii, która w słowach teologa Christophera Kaisera „podtrzymywałaby regularność, jednostajność i symetrię, która przystaje dziełu Bożemu.” [6]

Wiara w uporządkowany wszechświat jest podstawą koncepcji praw przyrody. Koncepcja ta jest dla nas obecnie zupełnie naturalna, wręcz oczywista, ale, jak zauważa historyk A. R. Hall, nie była ona znana ani w starożytnym świecie zachodnim, ani wschodnim. Według Halla pojawiła się ona w średniowieczu i była czymś zupełnie nowym, a swoje źródło miała w hebrajskiej i chrześcijańskiej wierze w Boga, który jest Stwórcą i Prawodawcą. [7] Przekonanie takie możemy znaleźć między innymi w pismach siedemnastowiecznego matematyka i filozofa Kartezjusza, który mawiał, że prawa matematyczne poszukiwane przez naukę zostały ustanowione przez Boga w taki sam sposób, jak król ustanawia prawa w swoim królestwie. [8] Co ciekawe istotny jest tutaj porządek rozumowania. Wcześni naukowcy nie argumentowali, że świat jest uporządkowany i dlatego istnieje racjonalny Bóg. Twierdzili raczej, że istnieje racjonalny Bóg i dlatego świat musi być uporządkowany. Byli bardziej pewni istnienia i charakteru Boga niż porządku w przyrodzie. [9] Historyk Carl Becker wyjaśnia, że do momentu rozkwitnięcia rewolucji naukowej natura wydawała się większości ludziom nieuporządkowana, a głębokie przekonanie o tym, że naturę można zrozumieć i studiować wypłynęło z zasad biblijnych. Koncepcja prawa przyrody nie była według Beckera wyprowadzona z obserwacji, lecz została wyprowadzona z wiary w biblijnego Boga przed potwierdzającymi ją eksperymentami. [10] Nie była więc pierwotnie faktem doświadczalnym, lecz artykułem wiary. [11] Później jednak tok rozumowania został odwrócony i ludzie zaczęli wywodzić istnienie Boga Stwórcy z porządku przyrody i tak powstał klasyczny argument z projektu.

Jedną z cech charakterystycznych współczesnej nauki jest stosowanie matematyki, a więc przeświadczenie, że przyroda nie tylko jest uporządkowana, lecz także, iż jej prawa mogą zostać wyrażone przy pomocy precyzyjnych wzorów matematycznych. Według Biblii Pan Bóg stworzył świat ex nihilo i stąd ma nad nim całkowitą kontrolę. Dlatego wszechświat jest w swojej wewnętrznej strukturze dokładnie taki, jak chce Bóg. Ta idea była zupełnie obca starożytnym. We wszystkich innych religiach stworzenie było kształtowaniem jakiejś pierwotnej materii posiadającej właściwą sobie strukturę wewnętrzną. W rezultacie tego stwórca nie mógł ukształtować świata dokładnie tak, jak chciał. Na przykład w filozofii Platona świat zbudowany jest z odwiecznie istniejącej materii (dechomenon) ustrukturyzowanej przez odwieczne, racjonalne pojęcia – idee lub formy. W platońskim micie o stworzeniu, stwórca (demiurg) wstrzyknął racjonalność (idee, formy) w bezrozumną materię. Jednak materia była mało plastyczna i opierała się racjonalnej strukturze form. Dlatego nie odzwierciedla ich doskonale. W konsekwencji Grecy spodziewali się pewnego poziomu niedokładności w modelach opisujących przyrodę. Jeśli pewne fakty nie pasowały do ich teorii, było to konsekwencją właśnie takiego wyobrażenia o stworzeniu. Historyk Dudley Shapere wyjaśnia, że w myśli greckiej świat materialny „zawiera z konieczności element irracjonalny: nic nie może być opisane dokładnie przez umysł, a w szczególności przy pomocy praw i koncepcji matematycznych.” [12] Chrześcijańska doktryna stworzenia ex nihilo oznacza, że Pan Bóg stworzył zarówno materię oraz prawa przyrody dokładnie w taki sposób, w jaki chciał. Jeżeli jakaś linia w przyrodzie nie jest okręgiem, to dla filozofa platońskiego oznaczało to, że natura jest tylko przybliżeniem doskonałych idei geometrycznych. Natomiast chrześcijanin stwierdza, że gdyby Pan Bóg chciał, by była ona okręgiem, to stworzyłby ją w taki sposób. Jeśli nie jest dokładnie okręgiem, musi być czymś innym – być może elipsą. Naukowiec-chrześcijanin może być zatem pewny, że ta linia jest dokładnie czymś, a nie tylko rozkapryszonym przybliżeniem ideału. Doskonałym przykładem jest praca Keplera, który latami zmagał się z drobną różnicą pomiędzy obserwacjami a przewidywaniami położenia Marsa na niebie wyprowadzonymi na podstawie obliczeń toru ruchu tej planety. Ostatecznie różnica ta skłoniła go do porzucenia koncepcji orbit kołowych i zaproponowania orbit eliptycznych. Gdyby Kepler nie był przekonany, że prawa przyrody muszą być dokładne, nie przywiązywałby takiej wagi do różnicy 8 minut kątowych i nie przełamałby tradycyjnego przekonania o orbitach kołowych, które panowało przez dwa tysiące lat. Kepler mówił o tych ośmiu minutach jako „Bożym darze.” [13] Cały ten akapit doskonale podsumowuje wypowiedź fizyka Carla Friedricha von Weizsäckera:

Materia w sensie platonicznym, nad którą racjonalność musi przeważać, nie będzie przestrzegać praw matematycznych dokładnie; materia, którą Bóg stworzył z niczego, może precyzyjnie przestrzegać zasad, które nałożył na nią Stwórca. W tym sensie nazwałem współczesną naukę dziedzictwem, mógłbym nawet powiedzieć dzieckiem, chrześcijaństwa. [14]

Przekonanie o tym, że świat jest uporządkowany i że rządzą nim ściśle określone prawa, nie jest jednak wystarczające, żeby mogła rozwinąć się nauka. Konieczne jest również założenie, iż umysł ludzki jest w stanie przeniknąć i zrozumieć ład panujący w przyrodzie. Innymi słowy, do rozwoju nauki konieczna jest taka epistemologia, czyli teoria wiedzy, która gwarantuje ludziom możliwość poznania realnego świata. [15] Wedle biblijnej historii stworzenia człowiek został stworzony na obraz Boga i jego umysł również w jakiś sposób odzwierciedla Boży umysł. Ludzki rozum jest oczywiście nieporównywalnie ograniczony w porównaniu z Bożym i dodatkowo skażony przez grzech, a więc podatny na błędy. Niemniej jednak z racji tego, że jest odbiciem Bożego umysłu, może on zrozumieć porządek, który Bóg umieścił w świecie przyrody. Chrześcijanie zakładali zatem, że Boża i ludzka racjonalność są w pewnej mierze podobne i dlatego człowiek może dociekać tego, jakie są prawa przyrody i wierzyć w to, że będzie w stanie je zrozumieć. Dowody historyczne tego przekonania można znaleźć w książce historyka Paula Kochera pt. „Science and Religion in Elisabethan England”. [16] Okazuje się, że Needham, który studiował kulturę i historię chińską, zadawał sobie pytanie, dlaczego Chińczycy w ciągu tysięcy lat trwania swojej cywilizacji nie stworzyli systematycznej nauki. W wyniku swoich badań stwierdził, że Chińczykom brakowało przekonania zarówno o porządku panującym w przyrodzie jak również o tym, że mogliby go zrozumieć, gdyby rzeczywiście istniał. [17]

Podwaliny nauki – chrześcijaństwo o człowieku

Kolejne założenie, które jest konieczne, aby uprawiać naukę, dotyczy tego, w jaki sposób człowiek może poznać i zrozumieć porządek występujący w przyrodzie. Gdy przyjrzymy się historii myśli chrześcijańskiej, okaże się, że poglądy myślicieli chrześcijańskich ulegały w tej kwestii przemianom. W średniowieczu za sprawą Tomasza z Akwinu w świecie chrześcijańskim zapanowała scholastyka – hybrydowy system teologiczny oparty z jednej strony na doktrynach chrześcijańskich, a z drugiej strony na filozofii Arystotelesa. Według niego wystarczyło poznać cel istnienia jakiegoś obiektu, żeby wydedukować wszystkie jego istotne cechy (formę), gdyż są one podporządkowane celowi istnienia obiektu. [18] Scholastycy zinterpretowali formę jako Boży cel w naturze, który został w nią wtłoczony podczas stworzenia. Niektórzy chrześcijanie byli jednak zaniepokojeni arystotelesowską koncepcją form, ponieważ wydawało się, że ogranicza ona Boga tak, jakby musiał dostosować się do istoty czy natury pewnych rzeczy. Stopniowo zaczęła wyłaniać się nowa teologia zwana woluntaryzmem, wedle której Pan Bóg nie był ograniczony racjonalną koniecznością przy stwarzaniu świata, ale stworzył go zgodnie ze swoją wolną i transcendentną wolą. Woluntaryści postrzegali prawa natury nie jako formy tkwiące w przyrodzie, ale jako Boże polecenia narzucone spoza przyrody. Innymi słowy świat nie jest emanacją Bożego rozumu, ale przede wszystkim wyrazem Jego wolnej woli. Jedną z najistotniejszych konsekwencji teologii woluntarystycznej jest inspiracja i uzasadnienie eksperymentalnej metody naukowej. Skoro Pan Bóg mógł stworzyć świat na wiele sposobów, trzeba zacząć się mu przyglądać i sprawdzać, obserwować i eksperymentować, żeby odkryć, który z możliwych, racjonalnych wariantów jest realizowany w przyrodzie. [19] Wydaje się, że jedną z głównych przyczyn, dlaczego nauki przyrodnicze nie rozkwitły w starożytnej Grecji była przesadna wiara w umysł człowieka i w to, że przyroda jest zdeterminowana przez logiczną konieczność. [20] Grecy byli zbyt mocno przekonani, że świat można poznać i zrozumieć na drodze samej dedukcji bez prowadzenia eksperymentów.

Podwaliny nauki – chrześcijaństwo o jej celu

Współczesna nauka dała początek technologii, ale trzeba sobie zdać sprawę, że przejście od nauki do technologii wymaga poczynienia pewnych założeń wstępnych o naturze świata i przyrody. Wierzenia animistyczne i panteistyczne zakładają, że to co boskie jest immanentne, tkwi we wszechświecie i w związku z tym wszechświat jest wszystkim, co istnieje. W takim ujęciu człowiek jest częścią przyrody i nie jest w stanie wznieść się ponad swoje otoczenie. Jego umysł jest całkowicie zanurzony w naturze i nie może wznieść się ponad nią jako podmiot studiujący przedmiot. Dlatego człowiek poznaje porządek przyrody tylko po to, żeby się do niego dostosować, a nie po to, żeby go wykorzystać do celów praktycznych. Zupełnie inaczej wygląda biblijny pogląd na świat, wychodzący od transcendentnego Boga, który stworzył ludzkość na swój obraz. W związku z tym ludzki umysł jest w stanie wznieść się ponad naturę. Człowiek jest aktywny w stosunku do przyrody i może nią manipulować zarówno w sposób teoretyczny przy użyciu wzorów matematycznych jak i praktyczny przez robienie eksperymentów. Chrześcijańska doktryna dostarcza uzasadnienie aktywnego wykorzystywania natury w zapisie stworzenia, gdzie Pan Bóg nakazał ludziom, żeby czynili sobie ziemię poddaną. Przy czym zwierzchnictwo to nie było rozumiane jako pozwolenie na bezlitosne eksploatowanie przyrody, ale odpowiedzialność, żeby ją uprawiać, troszczyć się o nią i zaprzęgać jej siły ludziom na pożytek. W zapisie stworzenia czytamy również, że Adam miał nadać imiona wszystkim zwierzętom. W języku hebrajskim nadawanie imion ma dwa znaczenia przenośne. Z jednej strony oznacza to zdobywanie władzy nad czymś, a z drugiej imię ma wyrażać sedno, naturę rzeczy nazywanej. Znajdujemy tu więc uzasadnienie poznawania i badania natury świata, czyli nauki, oraz panowania nad naturą i jej zaprzęgania do służenia celom zaplanowanym przez człowieka (technologii). A to wszystko „Bogu na chwałę i ludziom na pożytek”.

Chrześcijańskie podstawy nauki – podsumowanie

Podsumowując, warto zasygnalizować systematykę wpływu doktryny chrześcijańskiej na rozwój nauki, przeprowadzoną przez Hedleya Brooke’a. Po pierwsze, doktryna chrześcijańska dostarczyła wstępnych założeń do uprawiania nauki. Po drugie, usankcjonowała naukę. Po trzecie, dostarczyła motywów do jej uprawiania i po czwarte odegrała rolę w ustaleniu zasad metodologii naukowej. Brooke wskazuje również na konstytuującą rolę doktryny chrześcijańskiej w powstawaniu konkretnych teorii naukowych (np. taksonomia organizmów żywych Linneusza i Raya). [21] Na tej podstawie można stwierdzić, że chrześcijaństwo nie stoi w żadnym wypadku na przeszkodzie w prowadzeniu badań naukowych, a wręcz przeciwnie bez niego prawdopodobnie mogłoby w ogóle nie dojść do takiego rozwoju nauki, jaki dziś obserwujemy.

 


 

[1] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul of Science, Christian Fatih and Natural Philosophy, Crossway Books, Wheaton, Illinois 1994, s. 22.

[2] Wojciech Sady, Dzieje religii, filozofii i nauki, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2010, ss. 26-27.

[3] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Nowy Przekład, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1998, I Księga Mojżeszowa 1:4, 10, 12, 18, 21, 25, 31.

[4] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., ss. 22-23.

[5] Reijer Hooykaas, Religion and the Rise of Modern Science,Eerdmans, Grand Rapids 1972, s. 17.

[6] Christopher Kaiser, Creation and the History of Science, Eerdmans, Grand Rapids 1991 s. 109 cyt. za Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 25.

[7] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 26.

[8] Tamże, s. 26.

[9] Tamże, s. 27.

[10] Carl Becker, The Heavenly City of the Eighteenth-Century Philosophers, Yale University Press, New Haven 1932.

[11] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 27.

[12] Dudley Shapere, Galileo: A Philosophical Study, University of Chicago Press, Chicago 1974, ss. 135-136, podkreślenie w oryginale cyt. za Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 28.

[13] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 28.

[14] Carl Friedrich von Weizsäcker, The Relevance of Science, Harper and Row, Nowy Jork 1964, s. 163 cyt. za Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 28.

[15] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 29.

[16] Paul Kocher, Science and Religion in Elisabethan England, Huntington Library, San Marino, CA 1953, s. 32.

[17] Joseph Needham, The Grand Titration: Science and Society in East and West, University of Toronto Press, Toronto 1969, s. 327.

[18] Wojciech Sady, Dzieje …, dz. cyt., s. 148.

[19] Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., ss. 31-32.

[20] Wojciech Sady, Dzieje …, dz. cyt., s. 9.

[21] John Hedley Brooke, Science and Religion: Some Historical Perspectives, Cambridge University Press, Cambridge 1991, ss. 19-33 cyt. za Nancy B. Pearcey, Charles B. Thaxton, The Soul…, dz. cyt., s. 37.

The following two tabs change content below.
Piotr Guńka

Piotr Guńka

Pracownik Wydziału Chemicznego Politechniki Warszawskiej. Specjalizuje się w badaniach struktury molekularnej kryształów. Praca naukowa utwierdza go w przekonaniu, że nauka i wiara niosą spójny przekaz o otaczającym nas świecie.

Podziel się swoją opinią!