W co wierzą filozofowie?

w co wierza filozofowie

Kilka lat temu David Chalmers, australijski filozof, znany głównie dzięki książce „Świadomy umysł”, przeprowadził wśród swoich kolegów po fachu ankietę pt. What do philosophers believe? Jej wyniki można przeglądnąć na tej stronie (http://philpapers.org/surveys/results.pl). Wśród kwestii poruszanych w ankiecie znalazło się pytanie o istnienie Boga. Odpowiedzi wyglądały następująco: ateizm 72,8%, teizm 14,6%, inne 12,6%. Co oznacza ten wynik i czy powinien on budzić niepokój wśród ludzi wierzących?

W internetowych sporach o Boga argument „ze statystyk” wiedzie prym. Niektórzy internauci lubują się w wyliczaniu, jaki procent wybitnych naukowców to praktykujący chrześcijanie (oczywiście im mniejszy, tym lepiej). Nie chcę bynajmniej kwestionować prawdziwości tych statystyk, chociaż w sieci można spotkać różne kwestionariusze, nierzadko ze sobą sprzeczne. Chciałabym natomiast zachęcić Czytelnika do podjęcia refleksji nad pytaniem, czy podobne statystyki mogą istotnie przesądzać cokolwiek w kwestii istnienia Boga.

Osoba posługująca się argumentem „ze statystyk” może interpretować nikły procent chrześcijan wśród naukowców na dwa sposoby – naiwny i bardziej wyrafinowany. Naiwny sposób polega na przyjęciu, iż naukowcy weszli w posiadanie jakiejś informacji, która nie daje się pogodzić z tezą o istnieniu Boga, dlatego też tak wielu z nich to ateiści. Gdybyś, chrześcijaninie, dłużej się kształcił lub gdybyś był nieco bardziej inteligentny, dowiedziałbyś się/zrozumiałbyś, że Bóg nie istnieje, tak jak zrozumieli to wybitni fizycy lub biolodzy – zdają się twierdzić nasi polemiści. Pomyśl tylko, czy ludzie zajmujący się kwantami, o których Ty nie masz nawet pojęcia, mogliby się mylić?

Nazywam ten pogląd naiwnym, gdyż – jak się wydaje – wynika on z niezrozumienia natury badań empirycznych. Nauki przyrodnicze zajmują się badaniem zjawisk – tak zwanych fenomenów – danych nam w poznaniu zmysłowym. Tymczasem główne religie świata utrzymują, iż bóstwa, będące przedmiotem ich kultu, mają charakter duchowy. Również poznanie tych nadnaturalnych istot odbywać ma się na innej niż zmysłowa płaszczyźnie. Istnienie tak pojętego Boga lub bogów nie powinno zajmować naukowców.

W tym miejscu pojawia się jednak ateista wyrafinowany. Nie twierdzi on, iż naukowcy dowiedli nieistnienia Boga – trzeźwo zauważa, iż nieistnienia nie można dowieść – wskazuje jednak, iż hipoteza Boga przestała być Nauce potrzebna, gdy ta odkryła lepsze sposoby radzenia sobie z zagadkami Wszechświata. W dawnych czasach, gdy nie znano przyczyn trzęsień ziemi, zaćmienia słońca lub grzmotów, hipoteza wszechmocnego bóstwa wyjaśniała zjawiska w stopniu zadawalającym naszych prymitywnych przodków. Dziś znamy lepsze wyjaśnienia. Pierwszy Poruszyciel był potrzebny Arystotelesowi i św. Tomaszowi z Akwinu, ale my możemy zrozumieć powstanie Kosmosu bez tego założenia. Tak zwane „dowody na istnienie Boga” okazały się wadliwe, możemy więc całą teistyczną teorię bez żalu porzucić.

Co może odpowiedzieć wierzący na takie dictum? Przede wszystkim może pochwalić metodę naukową, która polega na szukaniu naturalnych (a nie nadnaturalnych) przyczyn zjawisk we Wszechświecie. Jeśli mamy sobie czynić Ziemię poddaną, musimy się starać kontrolować rzeczywistość za pomocą narzędzi, które pozostają w naszym zasięgu. Tymi narzędziami są oczywiście nasze zmysły. Potrzebujemy ponadto ująć chaos zdarzeń w prawa, aby móc skutecznie przewidywać przyszłość i odpowiednio się na nią przygotować. Nie ma nic złego w tym, iż naukowcy dokładają wszelkich starań, aby rozwikłać tajemnice natury. Nie powinni oni w obliczu trudnych zagadnień używać hipotezy Boga-zapchajdziury: nie wiemy, co się dzieje, więc pewnie mamy do czynienia z działaniem sił nadprzyrodzonych.

Jednak to, iż w obrębie nauki hipoteza Boga może zostać usunięta za pomocą tzw. brzytwy Ockhama, nie oznacza bynajmniej, iż powinna zostać usunięta z naszego życia. Gdyby w toku historii wielkie religie powstawały jako próby poradzenia sobie z trudnymi pytaniami Nauki, słusznym byłoby odrzucenie teizmu, tak jak porzucono teorię eteru lub cieplika. Jednak historia chrześcijaństwa ma zupełnie inny charakter. Ludzie, którzy u zarania Kościoła głosili Ewangelię, nie twierdzili bynajmniej, iż udało im się wymyślić prawdziwą teorię dotyczącą działania Wszechświata. Nie upatrywali zalet swojej doktryny w tym, iż potrafi ona wyjaśnić zjawiska występujące w Kosmosie. Powoływali się w zamian na swoje własne, bardzo konkretne doświadczenie życiowe. Doświadczenie spotkania z niezwykłą Osobą, która natchnęła ich nadzieją i zmieniła ich życie. Co by się stało, gdyby współczesny wybitny naukowiec przeniósł się w czasie, i przekazał tym ludziom – zwanym Apostołami – informację, iż powstanie Kosmosu można wyjaśnić nie odwołując się do istnienia Boga? Czy mogłoby to w jakikolwiek sposób wpłynąć na ich przekonania? Zapewne nie.

W podobny sposób mogłabym Cię poinformować, Czytelniku, iż Twoje zachowanie podczas czytania tego tekstu można z powodzeniem wyjaśnić bez zakładania, iż jesteś świadomy. Mógłbyś być rodzajem maszyny, nieposiadającym odczuć zombie – Twoje gałki oczne tak samo poruszałyby się od jednej krawędzi monitora do drugiej. Nie dasz mi się jednak zapewne przekonać, że nie jesteś świadomy. Fakt, iż hipoteza istnienia Twojej świadomości nie jest potrzebna Nauce do wyjaśnienia Twojego zachowania, nie wpłynie na Twoje przekonanie co do własnej świadomości.

Ateista wyrafinowany może wobec tego przekonać do swoich poglądów tylko tych, którzy przyjęli teizm w przekonaniu, że jest on niezbędny do wyjaśnienia zagadek Kosmosu. Tym, których droga do wiary miała inny charakter, nie ma nic do powiedzenia.

The following two tabs change content below.
Ula Wrona

Ula Wrona

Ula Wrona

Ostatnie wpisy Ula Wrona (zobacz wszystkie)

Podziel się swoją opinią!